|
Przed 170 laty, w 1831 roku,
wojska rosyjskie krwawo zdławiły powstanie w Warszawie.
Dzisiaj wydaje się to niemal niewiarygodne, lecz wówczas
cesarz Mikołaj Pawłowicz całkiem poważnie rozważał
możliwość wypowiedzenia wojny Francji i nawet dzielił
się przemyśleniami na ten temat ze swymi generałami.
W kręgach rządzących Rosją nigdy nie brakowało
gorących głów. Ruchy wojsk uzależnione zostały
od rozwoju sytuacji w Polsce, a ta nabrzmiewała niczym ropień.
Europa Zachodnia w napięciu obserwowała poczynania Rosji.
Zdawało się, że jeszcze trochę, Anglia czy
Francja wystąpią w obronie zrewoltowanej Polski. Był
to moment, nie pierwszy zresztą i nie ostatni, do tego stopnia
dramatyczny, że naprawdę niewiele brakowało, by I
wojna światowa wybuchła o te niemal sto lat za wcześnie.
Groza, jaką odczuwało się w Carskim Siole, gdzie car
spędzał lato, była jak najbardziej realna, debatowano
nad krokami, które należy przedsięwziąć…
Puszkin, rzecz jasna, nie mógł pozostać poza
zasięgiem tych dyskursów, niebezpieczna sytuacja była
tematem jego codziennych rozmów z przyjaciółmi.
Według Platona wojna jest stanem naturalnym narodów.
Również stosunek Puszkina do wojny był naturalny, a
mówiąc ściślej – aprobujący; nie
warto kreować go na pacyfistę, nigdy nim nie był. Tyle
że w odróżnieniu od Rosji, jak również
od samego Puszkina, państwa zachodnie miały akurat inne w
tej materii zdanie niż Platon. Ani w głowie im było
śpieszyć Polsce z pomocą.
* * *
Ze wszystkich zdobyczy terytorialnych Rosji właśnie Polska
ze względu zarówno na położenie geograficzne,
jak też cechy swej duchowości sytuowała się
najbliżej Europy; azjatycka obroża była dla Polaków
nie do zniesienia. I to właśnie stanowiło powód
wrogości do Moskali, którzy zakuli ich kraj w łańcuchy.
Marks wspominał o Polakach jako wieczystym „rycerstwie
Europy”, gdyż uratowali ją od „azjatyckiego
barbarzyństwa pod przewodem Moskwy”. Engels nazywał
Polskę „żołnierzem światowej rewolucji”.
Nawet Lenin, kiedy tylko było mu to wygodne, przyznawał, że
„naród rosyjski z woli carów stał się
katem polskiej wolności”. Teoretycy nie mogli sobie
wyobrazić, do jakiego zniewolenia doprowadzi realizacja ich idei
w praktyce obozu socjalistycznego. W tamtych czasach demokratów
z krajów europejskich i emigrantów politycznych z Rosji
jednoczyło hasło obrony Polski. Jej walkę popierały
postacie tak znane, jak La Fayette, Heine, Hercen, Hugo. Francuski
poeta Béranger wołał:
W dalekiej Polsce giną nasi bracia!
Tam na nas czeka dziś honor i sława!
(tłum. Andrzej Mandalian)
Zaniepokojony Mikołaj
I pisał do głównodowodzącego armią rosyjską
w Polsce Iwana Paskiewicza: „W Paryżu wściekali
się przez parę dobrych dni i klęli nas strasznie".
Generał Benkendorf obawiał się wybuchu epidemii wolnościowej:
„Nie wątpię, że gdyby niepowodzenia przy tłumieniu
buntu w Królestwie Polskim trwały nadal, duch warcholstwa
puściłby mocne pędy w ojczyźnie naszej...".
[Aleksander Benkendorf był naczelnikiem III Oddziału Carskiej
Kancelarii Osobistej, czyli tajnej policji, i dowódcą
żandarmerii].
Słowiczy śpiew Puszkina
zdawał się tracić dawny swój impet po wyjątkowo
owocnej zeszłorocznej jesieni w Bołdinie. Trwało
tak aż do lata, kiedy to nagle, w przypływie erupcji twórczej,
wróciła wena w postaci trzech pełnych nienawiści
inwektyw - jedna po drugiej skierowanych przeciw Zachodowi. Trzy
tygodnie przed upadkiem Warszawy Puszkin pisze wiersz „Oszczercom
Rosji". Nie da się ukryć, poeta wspierał nacierające
oddziały swym piórem, czyli, jak to się dawniej
mówiło, zrównał pióro z bagnetem.
Po „Oszczercom Rosji”
napisał dwa kolejne utwory o antypolskiej wymowie: „Rocznicę
Borodina" i „Przed grobowcem świętym''. Puszkin,
posiadający rzadki dar przenikliwej interpretacji dziejów,
poszukiwał w przeszłości Rosji tego, co było
wygodnym i aktualnym usprawiedliwieniem dla rządzących.
Jeszcze Karamzin [Mikołaj, 1766-1826, historyk rosyjski –
red.] uważał, że patriotyzm „wymaga rozwagi".
Znany z zachowawczych poglądów przyjaciel brata Puszkina,
Lwa, Michał Józefowicz napisze o poecie po latach: „Światopogląd
jego zmienił się całkowicie i ostatecznie. Stał
się człowiekiem głęboko wierzącym, obywatelem,
który się ocknął, oprzytomniał i po zrozumieniu
wymagań życia rosyjskiego zerwał z iluzją utopii".
Fenomenu „Oszczerców..."
nie da się wyjaśnić bez sięgnięcia po ówczesne
okoliczności. Naszym zdaniem należy rozróżniać
dwie rzeczy: opiewanie przez Puszkina Rosji jako ziemi ojczystej
i składanie jej hołdu jako mocarstwu, które już
w naszych czasach otrzymało zaszczytny tytuł „imperium
zła". Do pisania tego utworu nikt poety nie przymuszał.
Jednak już w młodości zdradzał pewne nacjonalistyczne
ciągoty, wtedy chociażby, gdy notował: „To
my mamy spełnić chimeryczne plany Napoleona dotyczące
podboju Indii". Teraz te nastroje wróciły. Ongiś
pisał był w „Fontannie Bachczysaraju":
Ćmy Tatarów
Jak wody w Polsce się rozlały...
Już kraj opustoszony cały,
Osamotniały wioski, błonie,
Znikła wesołość z okolicy
Zamek w milczeniu, bez ozdoby...
Nowy już pomnik postawiony...
Skąpy następca posiadł imię
I jarzmem gniecie kraj zniszczony.
(tłum. Feliks Wicherski)
Obecnie Rosjanie zachowywali
się jak tatarscy czy mongolscy najeźdźcy, poecie
zaś prorządowe wiersze zapewniały wysoką protekcję.
Nie sposób przemilczeć tego, że Puszkin po osiągnięciu
pewnego wieku w zadziwiający sposób godził nienawiść
do rządzących z uczuciami patriotycznymi, dumę szlachecką
z przypochlebianiem się możnym tego świata.
Zaznaczmy (nie dla usprawiedliwienia,
lecz dla porządku), że w brudnopisie „Oszczerców..."
pozostało motto: „Vox et praeter ea nihil", czyli
„Dźwięk i nic więcej". Ale czy tym pustym
dźwiękiem istotnie miały być „oszczerstwa"
prasy zachodniej? Czy też może, niezależnie nawet
od zamiarów autora, jego własny - mówiąc
współczesnym językiem - publicystyczno propagandowy
utwór.
* * *
Tradycja poezji tego rodzaju
jest nader żywotna w dziejach rosyjskich, choć w sposób
obiektywny wciąż niezbadana. Po 20 prawie latach Fiodor
Tiutczew napisze wiersz zatytułowany wcale niebanalnie, bo
„Geografia rosyjska". Z wierszy „Europejczyka"
Tiutczewa pełnym strumieniem bije imperialny szowinizm:
Od Nilu aż po Newy brzeg, od
Łaby do Szanghaju,
Od Wołgi do Gangesu, Eufratu
i Dunaju...
Cesarstwo Rosji...
Aż po wieki wieków...
(tłum. Andrzej Mandalian)
By uzasadnić to przekształcenie
mapy świata w mapę imperium rosyjskiego, powoływał
się Tiutczew na... Pismo Święte. Na szczęście
jazgot tych tak donośnych słów pozostaje w końcu
„dźwiękiem i niczym więcej".
Mieszkający w Londynie
Mikołaj Turgieniew [były uczestnik ruchu dekabrystów]
obruszył się na „Oszczerców...". Według
niego Puszkin i inni piewcy potęgi imperium, jak byli, tak
pozostali barbarzyńcami z puszczy, dziczą „niezdolną,
by sądzić cokolwiek o ludziach, którym okoliczności
pozwoliły na zrozumienie tego, czego w puszczy zrozumieć
nie sposób". Na to odpowiedział mu brat Aleksander:
„On jest barbarzyńcą tylko wtedy, gdy chodzi o Polskę".
Tymczasem w Moskwie, jeśli
wierzyć Aleksandrowi Turgieniewowi wspominającemu o tym
w jednym ze swych listów, rozeszła się pogłoska,
jakoby Puszkin zmarł na cholerę w Petersburgu, pozostawiając
ciężarną żonę. Poeta jednak umknął
chorobie i bardziej od cholery bał się podejrzeń
o nielojalność. Aleksy Fiłosofow pisał z Warszawy
bez żadnych niedomówień: „Powiadają,
że Miłościwy Pan uczynił go swym historiografem.
Zanim poznałem dwa jego ostatnie utwory, powiedziałbym:
wpuścił kozę do ogrodu - teraz jednak myślę
o tym całkiem przeciwnie".
Przyjaciele byli zaszokowani.
Dolly Ficquelmont przestała kłaniać się Puszkinowi.
Piotr Wiaziemski [poeta i krytyk], pełen nagłej rezerwy
w stosunku do Puszkina, pisze o „Oszczercach..." w liście
do pani Chitrowo: „Bądźmy znowu Europejczykami,
by okupić te wersety, całkiem pozbawione cech europejskich...
Jakże zasmuciły mnie te wiersze! Władze państwowe,
w zgodzie ze swą powinnością, nader często spełniają
obowiązki krwawe i niechlubne, ale Poeta, dzięki Bogu,
nie ma obowiązku ich opiewać".
W dzienniku zaś Wiaziemski
notuje: „Puszkin w swoim wierszu »Oszczercom Rosji«
pokazuje im figę w kieszeni... Za cóż to ma nas
kochać odradzająca się Europa? Czy zasililiśmy
choć jednym groszem skarbnicę oświecenia powszechnego?
Stanowimy tylko hamulec w ruchu ludów ku stopniowemu, etycznemu
i politycznemu, doskonaleniu. Jesteśmy poza odradzającą
się Europą, a przecież wciąż nad nią
ciążymy. Odpowiedź »trybunów ludu«,
gdyby udało się im w jakiś sposób dowiedzieć
się o utworze Puszkina, a także o skali jego talentu,
byłaby jasna i zwięzła: nienawidzimy was, albo jeszcze
inaczej: gardzimy wami, skoro w Rosji poeta tej miary nie wstydzi
się publikować podobnych wierszy".
* * *
Niekonsekwencja Puszkina -
admiratora Zachodu - polegała też na tym, że wspomniani
już wyżej La Fayette, Heine, Hercen, Hugo, Béranger,
wczorajsi sprzymierzeńcy poety, których darzył
szczerym szacunkiem, z dnia na dzień pod jego piórem
stali się „oszczercami Rosji". Sympatycy poety odwracają
się od niego. Nawet pozostający w służbie czynnej
pułkownik Grigorij Rimskij-Korsakow oświadcza, że
po ukazaniu się w druku wiersza „Oszczercom Rosji"
przestaje go interesować „kupno utworów parnasu
rosyjskiego".
Wcześniej również
zdarzały się Puszkinowi ataki (czy też paroksyzmy)
szowinizmu rosyjskiego. Musimy wszak pamiętać, jak to
w „Jeńcu kaukaskim", opiewając „geniusz"
krwawego okupanta Kaukazu jenerała Aleksego Jermołowa,
wołał: „Pod mieczem Rosji Wschód się
chyli", co wywołało z kolei gniewną replikę
Wiaziemskiego w liście do Aleksandra Turgieniewa: „Gdybyśmy
oświecali plemiona, byłoby co opiewać. Poezja nie
jest sojuszniczką oprawców, a że polityka ich potrzebuje,
niech sąd historii rozstrzyga: usprawiedliwiać ją
z tego czy nie, ale hymny poety w żadnym przypadku nie powinny
wysławiać rzezi".
Warto wspomnieć też
o patriotycznych, a zarazem nadspodziewanie megalomańskich
wierszykach Puszkina, adresowanych do „Francuzików",
a mówiących o zwycięstwie Rosjan nad „niewiernymi":
Pamiętasz, jak bywaliśmy w Paryżu,
Gdy pop pułkowy, kozak, kmieć
wprost z roli,
Z butelką za pan brat się tłukł
w pobliżu
I żony wasze sławił i p... ?
(tłum. Andrzej Mandalian)
Rzecz jasna, trafiali się
patrioci więksi nawet od Puszkina. Taki np. Aleksander Wojejkow
wszystko niemal uważał za zamach na honor imperium. Obrazę
Rosji widział nawet w tym, że na wyścigach klacz
angielska wyprzedzała klacz znad Donu. Puszkin gardził,
rzecz jasna, Wojejkowem, a przecież niekiedy górował
nad nim w swym patriotyzmie. Chyba nikt jeszcze oprócz Puszkina
nie szczycił się tym, że oddziały rosyjskie
to sami maruderzy i gwałciciele. Zdanie zaś mówiące
o tym, że „bywaliśmy w Paryżu", w ustach
człowieka, który podówczas był zaledwie
wyrostkiem, a później nie zdołał już
do Paryża trafić, brzmi nie najmądrzej.
Puszkin, zarzucając innym
niekonsekwencję, sam stanowił jej smutny przykład.
„I po co mu to było? - pisał o Wolterze. - Zamieniać
swą niezależność na kapryśną łaskę
monarchy, osoby całkiem mu obcej, i to bez żadnego przymusu?".
A po co było to Puszkinowi?
„Mimo całego swego
niezależnego i oświeconego sposobu myślenia - wywodził
znający go lepiej od innych Wiaziemski - zdradzał Puszkin
niekiedy jakąś drażliwość patriotyczną,
zazdrość w sądach dotyczących pisarzy obcych".
Skądinąd i sam poeta pisał „Rzecz jasna, gardzę
swoją ojczyzną, gardzę od stóp do głów,
a jednak sprawia mi przykrość, gdy cudzoziemiec dzieli
ze mną podobne uczucie".
Dosyć to ułomny wariant
wolności słowa. Wiaziemski inaczej widział te sprawy:
„Mój Boże, do jakiego łajdactwa może
doprowadzić patriotyzm, to znaczy patriotyzm, który
powstaje w niektórych nader osobliwe skonstruowanych głowinach.
Przyznam się, że nie jestem ani wielkim, ani bezwarunkowym
zwolennikiem tak zwanej narodowości".
* * *
Powstaje pytanie: jakże to wszystko godziło się z
geniuszem poety?
Być może odpowiedzi
należy tu szukać w wielowarstwowości zjawiska, jakim
był Puszkin. Mówiąc współczesnym językiem,
nie ograniczał się on w swoim życiu do jednej kreacji,
grał kilka ról jednocześnie. „Od dawna już,
obsypanemu tyloma dobrodziejstwami przez Jego Cesarską Mość,
ciążyła mi moja bezczynność. Jeśli
tylko Najjaśniejszy Pan uzna, że potrzebuje mojego pióra,
będę się starał spełniać jak najsumienniej
i najdokładniej wolę Jego Cesarskiej Mości, gotów
służyć Mu w miarę wszystkich moich zdolności".
Z brudnopisu tego podania do Trzeciego Oddziału Kancelarii
Osobistej JCM, w którym poeta proponuje Benkendorfowi „posłużyć
się moim piórem dla artykułów politycznych",
łatwo się można przekonać, jak dalece był
gotów pójść na ugodę z władzą.
Ale jak się powiedziało
„a", musiało się powiedzieć też „b".
Życie w wielkim świecie, w którym obracać
się pragnął wraz z żoną, stawiało
swoje warunki. Za znajomości, protekcje, częste kontakty
z możnymi tego świata, z najwyższymi dostojnikami,
z rodziną carską musiało się płacić
dostosowaniem się. I tutaj pojawia się nowy Puszkin, raz
po raz usiłujący w podaniach i listach do Benkendorfa
dowodzić swej lojalności:
,,Dziś, gdy gniew sprawiedliwy
i zaciekła wrogość narodowa, przez tak długi
czas jątrzona przez zazdrość, połączyła
nas wszystkich w walce z rebeliantami polskimi, rozjuszona Europa
napada na Rosję, za broń - jak na razie - mając codzienne
wściekle oszczerstwa... Niechże pozwoli się nam,
pisarzom rosyjskim, bronić się przed bezwstydem i ignorancją
napaści pism cudzoziemskich... W Cesarzu pokłada Rosja
całą swą nadzieję i ludzie prawdziwie kochający
Ojczyznę życzą Mu jak najdłuższego panowania...".
Tak stoi w brudnopisie. Z przepisanego
na czysto tekstu listu usunął Puszkin „bezwstyd
i ignorancję", choć niczego to w istocie nie zmienia.
Już się oddalił od dawnych swoich przyjaciół
i pobratymców, nie spełni ich nadziei. Z kolei niepokój
budzą ludzie, z którymi się zbliżył ostatnio,
nawet nie możnowładcy, zwyczajni kompani, a niepokój
budzą zgodnie z przysłowiem „powiedz mi, z kim przestajesz…".
Najbliższy z najbliższych, Naszczokin, jeszcze latem pisał
(trochę wstyd cytować, lecz chyba i większy wstyd
cenzurować): „Polaków nie znosiłem od zawsze
i dla mnie będzie to radość, kiedy ich wcale nie
będzie. Żadnego Polaczka w Polsce - i po wszystkim.
A co zostanie - na zesłanie wszystkich, do stepów. Polska
od tego się nie wyludni, rosyjscy fabryczni tam się osiedlą.
Doprawdy, żadnej w tym nie widzę trudności, by
ją rusyfikować". (Na marginesie: zaznaczone przez
nas kursywą zdania wycięte zostały z„Kroniki
życia i twórczości Puszkina", wydanej w 1999
roku (!) - prostowanie dokumentów historycznych przez rosyjskich
puszkinistów trwa po dziś dzień).
Poeta sprzymierzył się
z Benkendorfem w zmaganiach z „duchem warcholstwa" i
opiewał Paskiewicza. Słowa rzucone ongiś pod adresem
hrabiego Woroncowa [Michała, feldmarszałka], zarzucające
mu lizusostwo, wracały jak bumerang:
Och, pochlebcy, pochlebcy! Nawet
w nikczemności
Starajcie się zachować godziwe
pozory.
(tłum. Mieczysław Jastrun)
Prawdę mówiąc,
po napisaniu wiersza „Oszczercom Rosji" jego autor sam
został oszczercą. Nie da się temu zaprzeczyć,
aczkolwiek można spojrzeć na to inaczej, można twierdzić,
że to patriotyzm Puszkina skłonił go do zawodowego
zainteresowania się tematem. Tyle że w odróżnieniu
od patriotów zbrojnych w armaty wziął się
nie do strzelania, tylko pisania i przyznajmy, że było
to zajęcie o wiele mniej odstręczające.
Wystąpił jednak w
„Oszczercach..." jako apologeta rusyfikacji i imperialnej
pychy, piewca Trzeciego Rzymu. Gdyby chociaż chodziło
o plemiona zapóźnione w rozwoju i o misję cywilizacyjną,
może i dałoby się to nie tyle nawet zaakceptować,
ile przynajmniej w kontekście tamtych czasów zrozumieć.
Jeszcze w poemacie „Połtawa" Puszkin próbował
przedstawić zduszoną we krwi próbę wyzwoleńczej
walki Ukrainy jako walkę pod przewodem Rosji z agresją
szwedzką. Ale tym razem to właśnie Rosja rozpoczynała
w Polsce czystkę, jako żywo przywodzącą na myśl
okres najazdów mongolskich.
W kręgach rządzących,
a także w podatnej na nastroje nacjonalistyczne części
społeczeństwa rosyjskiego inwektywy Puszkina wzbudziły
zachwyt. „Oszczerców..." niemal natychmiast przełożono
na francuski i niemiecki, komponowano do nich muzykę. Jeden
po drugim wielmoże komplementowali poetę, po którym
od lat spodziewano się jakiejś patriotycznej wypowiedzi
- i oto stało się... Nawet hrabia Dymitr Chwostow [polityk
i poeta] nadesłał list z gratulacjami.
Nieoczekiwanie w gronie entuzjastycznych
zwolenników ,,Oszczerców..." znalazł się
też Piotr Czaadajew. Po publikacji tego wiersza nazwał
Puszkina „poetą narodowym''. Musiało widać
w rozważaniach filozofa nad mesjanizmem Rosji brakować
elementu, który sam określał mgliście jako
„coś na kształt religii politycznej".
* * *
W czasach sowieckich wiersz
Puszkina odczytywano zgodnie z ustaloną już interpretacją
imperialną. Według Lwa Poliwanowa „w literaturze
europejskiej nie da się znaleźć bardziej natchnionego
przykładu liryki politycznej, którą cechuje nie
tylko patriotyzm, ale też wielka siła wyrazu artystycznego
i to poczucie miary, jakie właściwe było Puszkinowi".
Kolejny oficjalny puszkinista Dmitrij Błagoj wyjaśniał,
że wiersz skierowany jest nie przeciw Polsce (przekształconej
już w część obozu socjalistycznego), lecz przeciw
planom antyrosyjskiej ekspansji Zachodu. I na dowód cytował
zdanie Stalina o przyjaźni łączącej nas z Polakami.
To, że nie tolerowano
żadnych innych interpretacji, wynikało z pełnej akceptacji
postawy poety, niezależnie od tego, co, gdzie i kiedy powiedział.
Przy tej okazji ujawniano nieraz niezwykłą pewność
siebie, jak np. w następującym cytacie: „Literaturoznawstwa
burżuazyjnego wciąż nie stać na zmianę
opinii o Puszkinie jako autorze trylogii antypolskiej" (A.
Kuszakow). Znaczyło to, że slawistów zachodnich
dopiero po jakimś czasie stać będzie na to, by bronić
naszego imperialnego stanowiska w tej sprawie. Ukryty efekt komiczny
tych sowieckich prób interpretacyjnych tkwił m.in. w
tym, że Puszkin w swoim wierszu objawiał się jako
przeciwnik polityczny genialnych założycieli wszystkiego,
co tylko istnieje na świecie, czyli Marksa, Engelsa i Lenina,
którzy opowiadali się przecież po stronie Polaków.
Skądinąd próby
wyjaśnienia poglądów Puszkina na kwestię polską
rzeczywiście nastręczały trudności. Puszkinista
z Charkowa Leonid Frizman już w czasach postsowieckich opisywał,
jak na początku lat 60. obawiano się bez zezwolenia Instytutu
Puszkina publikować jego artykuł zawierający analizę
postawy poety w czasie powstania listopadowego. I zezwolenia nie
otrzymano. ,,Raz po raz przytaczane są dowody, które
mają na celu złagodzić pozycję Puszkina, uczynić
coś, by jego postawa była bardziej do przyjęcia".
Tymczasem autorzy polscy, niezależnie
od względów cenzuralnych, mieli tendencję do wybielania
Puszkina lub przynajmniej usprawiedliwiania jego postawy. I tak
Marian Toporowski uważał, że Puszkin - pozostając
wierny idei wolności - zwyczajnie nie zrozumiał tego,
że powstanie podważało moc caratu, a zatem służyło
sprawie demokracji w Europie.
Według świadectwa
współczesnych Puszkin recytował „Oszczerców..."
w obecności cesarza i członków rodziny cesarskiej,
„czego - jak zauważy nie bez racji profesor Frizman -
nie zrobiłby nigdy, gdyby nie był przekonany, że
wiersz się spodoba". Jako autor „Oszczerców..."
przystąpił w istocie do obozu obskurantów, sprzeniewierzył
się własnemu europeizmowi. Stracił też cały
swój autorytet w oświeconych kołach społeczeństwa
rosyjskiego.
Wissarion Bieliński [filozof
i krytyk literacki] w liście do Mikołaja Gogola tłumaczył,
„skąd się bierze tak szybki upadek popularności
wielkich talentów, które, szczerze czy nieszczerze,
za powołanie swoje uznały służenie ideom prawosławia,
samodzierżawia, narodowości. Najjaskrawszy temu przykład
- Puszkin, gdyż wystarczyło, by napisał te dwa-trzy
wiersze zapewniające o jego lojalności oraz wałożył
liberię dworską, by zaraz utracił całą
miłość ludu!".
Według Bielińskiego
Puszkin, szczerze czy nieszczerze, zaprzągł się w
służbę rządu. Car zwyciężył.
Tłum.
An M.
Gazeta
Wyborcza, 3-4 listopada 2001.
|