Jurij Drużnikow: życie i książki  Русский  English  Français  Italiano
www.druzhnikov.com

 Powieści i mikropowieści
 Krytyka
 Humor
PoczątekTekstyKrytyka

L u c j a n  S u c h a n e k
Jurij Drużnikow — W poszukiwaniu aniołów

      Czytelnik polski dostaje do ręki książkę ważną. Bez niej trudno wyobrazić sobie współczesną literaturę rosyjską: weszła ona do kanonu tekstów opisujących epokę totalitarną, chociaż przez lata musiała żyć w ukryciu, gdyż była dla władzy niebezpieczna. Dzięki powieści Drużnikowa lepiej rozumiemy istotę systemu, który z reformatorskiej pychy chciał zmieniać świat. Należy ona, podobnie jak teksty Zinowiewa, do tej grupy książek, które ukazywały codzienność totalitaryzmu, uzupełniając jego martyrologiczną wizję, znaną z dzieł Szałamowa czy Sołżenicyna.
      Jurij Iljicz Drużnikow należy do pokolenia, które dało literaturze rosyjskiej wielu znanych twórców. Powszechnie nazywani są „szestidiesiatnikami”, czasem też pokoleniem XX Zjazdu. Debiutowali i tworzyli we względnie liberalnej epoce Chruszczowa, w porównaniu do wcześniejszych czasów nazywanej odwilżą, która szybko straciła swój ożywczy charakter i zmierzała do marazmu duchowgo. Ich drogi potoczyły się rozmaicie - jedni stali się ortodoksalnymi, serwilistycznymi pisarzami realizmu socjalistycznego, inni ewoluowali w stronę pseudoopozycjonizmu, niezwykle powierzchownego, na pokaz, niewyrządzającego żadnej szkody systemowi, byli też tacy, dla których powrotu do oficjalnego nurtu literatury radzieckiej już nie było. To oni właśnie odrzucili oportunizm, fasadowość, półprawdy i nie pozwalali się zniewolić. Nieraz przyszło im płacić wysoką cenę - jako pisarzom i obywatelom. Do tej grupy pisarzy należy Drużnikow.
      Debiutował w latach sześćdziesiątychjako pisarz dla dzieci, lecz jego kariera w kraju szybko się skończyła, od 1974 do 1991 roku decyzją władz zniknął z literatury. W państwie, które nadzorowało wszystkie sfery życia, literatura dziecięca była pod specjalną kontrolą aparatu ideologicznego: kształtowanie człowieka radzieckiego zaczynało się od pierwszych dni jego istnienia. Teksty pisarza bezlitośnie cięła czujna cenzura, bały się je przyjmować pisma literackie. Te zaś nieliczne spośród nich, które udało się Drużnikowowi opublikować, krytycy poddawali skrupulatnemu oglądowi z punktu widzenia doktryny i wytykali autorowi ideologiczne wypaczenia. Nie dali się zwieść używanemu początkowo przez pisarza popularnemu wówczas językowi ezopowemu. Ostatni jego tekst ukazał się w roku 1976, lecz spora część powieści Poczekaj do szesnastej została poddana kastracji. Komedia Nauczyciel się zakochał to zdjęta z repertuaru, innej w ogóle nie dopuszczono na deski teatrów.
      Los Drużnikowa pisarza potoczył się według klasycznego wzoru: rozpoczął się okres dysydenctwa, działalności opozycyjnej, współpracy z prasą emigracyjną. Za to karano surowo, wykluczeniem ze Związku Pisarzy, co skazywało człowieka pióra na niebyt. Mający legitymację pisarską numer 8552 Drużnikow został usunięty ze Związku Pisarzy w 1977 roku. W ten sposób wszedł do grupy twórców potępionych, poddawanych nagonkom, których listę w epoce stalinowskiej otwierają Anna Achmatowa i Michaił Zoszczenko, a w czasach późniejszych kontynuują Boris Pasternak, Andriej Siniawski, Julij Daniel, Aleksander Sołżenicyn, Aleksander Galicz, Władimir Maksimow, Wiktor Niekrasow, Lidia Czukowska, Władimir Wojnowicz, Jewgienij Popow. Później pisarze sami zaczną opuszczać Związek - tak zrobili Gieorgij Władimow, Wasilij Aksionow, Inna Lisnianska, Siemion Lipkin. Podobnie jak inni prześladowani autorzy Drużnikow nie zarzucił działalności pisarskiej i zaczął pisać do szuflady. Określenie pisać do szuflady brzmi niewinnie, w rzeczywistości zaś oznaczało konspirację. Trzeba było tak zmyślnie chować rękopisy, by nie odnalazły ich wprawne nadzwyczaj organa ścigania - „aparat”. Drużnikow szybko się tego nauczył.
      Nie udało się zastraszyć pisarza: nie zamilkł, nie został emigrantem wewnętrznym. Przyjął postawę aktywną, szukał niszy dla siebie, organizując warsztaty dla młodych pisarzy, razem z aktorem Sawielijem Kramarowem zorganizował tajny teatr, wkrótce zlikwidowany. Gorszym przestępstwem było mikrofilmowanie za pomocą specjalnie skonstruowanej aparatury zakazanych dzieł i przerzucanie ich za granicę - potem ukazywały się one w tamizdacie.
      W swoim autobiograficznym utworze Wykluczenie pisarza nr 8552 (1979) Drużnikow wspomina, jak z Gieorgijem Władimowem przyklejali plastrami do ciała zaprzyjaźnionego slawisty amerykańskiego, który odwiedził Moskwę, taśmę ze sfotografowanym rękopisem dzieła, niemającego żadnych szans na druk. W tę konspiracyjną działalność dzięki ojcu A. Mieniowi wciągani byli zagraniczni duchowni, których nie kontrolowano na granicy. Wspomniane tu Wykluczenie pisarza nr 8552 należy do tych relacji i dokumentów, które są świadectwem epoki o losie pisarza w systemie totalitarnym. Do memuarystyki tego rodzaju zaliczyć trzeba Wspomnienia Nadieżdy Mandelsztam, Proces relegowania Lidii Czukowskiej, Bodło cielę dąb A. Sołżenicyna, Zdarzenie w Metropolu i Sprawę nr 34840 Władimira Wojnowicza. Tekst Drużnikowa znakomicie wpisuje się w nurt dokumentowania prawdy życia, rekonstruowania obrazu rzeczywistości ukrywanej oficjalnie i w zakłamanych wspomnieniach za półprawdami. Pisał o tym J. Malcew: „Potrzeba odtworzenia prawdy, zachowania choć kropli prawdy wśród morza kłamstw zrodziła ogromną literaturę wspomnieniową”.
      Nad Drużnikowem gromadziły się ciemne chmury, zaczęły się wezwania na Łubiankę, groził mu obóz lub „psichuszka”. Uratowały go protesty znanych pisarzy zachodnich, między innymi Arthura Millera i Kurta Vonneguta. Drużnikowa przyjęto na członka amerykańskiego Pen-Clubu, wstawił się za nim Kongres Stanów Zjednoczonych. Zrozumiałe, że w takiej sytuacji władze nie chciały ryzykować skandalu i aresztować pisarza. W 1987 roku Drużnikow emigruje, zauważmy, że są to czasy pierestrojki. Losy pisarza pokazują ją w innym nieco świetle, trudno, znając takie przypadki, zachwycać się bezkrytycznie odnowicielskimi pomysłami Gorbaczowa. Po krótkim pobycie w Wiedniu Drużnikow wyjeżdża do Stanów Zjednoczonych i osiedla się w Kalifornii. Współpracuje z emigracyjną prasą rosyjską, jest częstym gościem rozgłośni radiowych, pisze dla gazet amerykańskich i podejmuje pracę na amerykańskich uniwersytetach - odkrywa drugie swoje powołanie: slawisty.

* * *

      Najgłośniejsze swe dzieło, powieść Anioły na ostrzu igielnym (Angieły na konczikie igły), Drużnikow pisał długo, powstawało ono w latach 1969-1976, w okresie, gdy iluzje łączone z odwilżą, z „nowym ładem” stawały się wspomnieniem. Przywódcą partii i państwa został Leonid Breżniew, którego rządy określa się dziś mianem zastoju, stagnacji. Breżniewizm to typ władzy, który przy stymulowanym kulcie przywódcy nie ma charakteru wodzowskiego, lecz administracyjno-biurokratyczny. To czasy komunizmu nomenklaturowego, wtedy bowiem uśpiona nieco w epoce odwilży nomenklatura odzyskuje pełnię władzy. Aparat ideologiczny i propagandowy głosi hasło „rozwiniętego socjalizmu”, który ma uświadamiać postęp, jaki dokonał się w sferze socjalnej i ekonomicznej. Pamiętać jednak trzeba, że w ekonomice elementem znaczącym lub decydującym była militaryzacja, wpływająca na dynamikę sowieckiego imperializmu, w sferze socjalnej zaś - biegunowe różnicowanie się społeczeństwa pod względem zasobności. Widoczna staje się wówczas ekspansja ideologiczna, sprzyjająca sowietomanii, pojawia się groźba restalinizacji. Epoka zastoju to także okres gerontokracji, rządów marazmatyków, ludzi o nijakiej osobowości. Z drugiej jednak strony, w epoce breżniewowskiej, jak nigdy dotąd na tak wielką skalę, rozwija się ruch niezgody na rzeczywistość, rodzi się opór wobec prób zdławienia wszelkiej wolnej myśli, do jakiej, choć w stopniu bardzo ograniczonym, doprowadziły czasy odwilży. Zjawiskiem szczególnym staje się samizdat, który okaże się silną bronią w walce ze zmurszałym systemem.
      Drużnikow sporo rozmyślał nad tytułem swej powieści, stworzył kilkadziesiąt jego wersji. Jak każdy pisarz wie, że tytuł spełnia ważną rolę, że powinien informować o dziele, stanowić zmetaforyzowaną i skondensowaną zapowiedź tego, co czytelnik odkryje w czasie lektury. Ma mu podpowiedzieć główną ideę dzieła, aluzja w nim zawarta powinna być czytelna. Umieszczone w tytule książki Drużnikowa słowo anioł prowadzi ku czemuś jednoznacznie pozytywnemu: greckie angelos to poseł, wysłannik, zwiastun, w cywilizacji chrześcijańskiej to wysłannik Boga. Sformułowanie anioł na końcu igły wywołuje skojarzenie ze średniowieczną scholastyką, kieruje nas tam zresztą sam autor, podając formułę określającą, ile aniołów może się zmieścić na końcu igły. Przypomnijmy, że to świętemu Tomaszowi z Akwinu, znakomitemu angelologowi, przypisuje się powiedzenie ”gromada aniołów może tańczyć na ostrzu szpilki”. On też zastanawiał się nad tym, ile aniołów może przebywać jednocześnie w tym samym miejscu. Tak więc oprócz słowa anioł w tytule książki Drużnikowa semantycznie obciążone jest także miejsce - koniec igły - a więc szczególnie uprzywilejowane i najbardziej widoczne. I wreszcie, w Drużnikowowskiej metaforze istotna jest ilość. Jeśli odejdziemy od scholastycznej formuły i spróbujemy urealnić sytuację, z łatwością wyciągamy wniosek, że liczba aniołów na przysłowiowym końcu igły jest niewielka.
      Anioły na ostrzu igielnym to powieść środowiskowa. I jako taka mieści się w nurcie klasycznego realizmu. Zadaniem tej odmiany powieści jest ukazanie pewnego środowiska zawodowego jako struktury homogenicznej, o ukształtowanym etosie, ze znamienną dla niego obyczajowością i osobliwościami językowymi. Powieść środowiskowa często zbliża się do powieści reportażowej, stanowiącej dokumentalną niemal relację o przedstawianym wycinku rzeczywistości. Obie te odmiany powieści odnoszą się zazwyczaj do przedmiotu o dużej doniosłości społecznej. I tak jest właśnie u Drużnikowa. Jednak w rzeczywistości radzieckiej doniosłość oznacza co innego, jest ona wyrazem służenia systemowi i jego ideom, które gloryfikują totalitarne państwo, a kolektyw stawiają ponad człowieka.
      Anioły na ostrzu igielnym to anatomia środowiska dziennikarskiego, choć właściwiej należałoby powiedzieć - jego wiwisekcja. To powieść przedstawiająca zakulisowe tajemnice działającego na zasadzie mafii dziennikarstwa radzieckiego, ubezwłasnowolnionego, dla którego prawda jest własnością najwyższych instancji. Drużnikow opowiada o funkcjonowaniu jednej z najważniejszych, chociaż o fikcyjnym tytule, ortodoksalnych gazet partyjnych z epoki zastoju. Pisarz przedstawia dziewięć i pół tygodnia działalności „Prawdy Robotniczej” i nie jest dziełem przypadku, że umiejscawia akcję w roku 1969, tuż po zdławieniu Praskiej Wiosny, kiedy zaczął coraz wyraźniej chwytać ideologiczny mróz. Wybór środowiska jest zrozumiały: dziennikarze byli pracownikami frontu ideologicznego. Stanowili środowisko hermetyczne nie ze względu na talent, lecz ideologiczną wierność systemowi. Gazety, czasopisma, radio pełniły misję kłamstwa. W kształtowaniu człowieka radzieckiego to one - obok literatury, filmu, sztuki, szkoły - miały formować jego duchowość. Jak płytką intelektualnie i ubogą wewnętrznie okazała się ta zaprogramowana istota, pokazują liczne książki i opracowania, wśród nich dzieła Aleksandra Zinowiewa. W jego wizji antropologicznej społeczeństwa radzieckiego homo sovieticus stanowi odstraszający przykład próby ideologicznego ingerowania w naturę ludzką i pokazuje jednoznacznie, że podjęty eksperyment antropologiczny nie mógł się powieść.
      Książka Drużnikowa uświadamia nam, jaką rolę w życiu totalitarnego państwa pełniło kłamstwo. Przypomnijmy, że za największe zło systemu uznał je A. Sołżenicyn. W swoim słynnym apelu do społeczeństwa wzywał, by Nie żyć w kłamstwie. Odmowę uczestnictwa w kłamstwie uważał za formę oporu wobec narzuconego siłą modelu życia w państwie komunistycznym. Autor powieści Anioły na ostrzu igielnym pokazuje, że w życiu dziennikarzy kłamstwo było podstawą działania, powszechnie akceptowaną jako metoda pracy. Czynniki etyczne nie stanowiły dla niej tamy, w olbrzymiej większości dziennikarze partyjnej gazety nie byli zdolni do refleksji moralnej. Dla nich kłamstwo było prawdą. Wciągało ono jak bagno. Nieliczni świadomi swego zakłamania ucieczkę znajdowali w cynizmie. Niektórzy próbowali pisać prawdę, ale była ona niepotrzebna.
      Dla większości dziennikarzy ważna była taktyka, wyczucie co i jak pisać, by dobrze uprawiać propagandę i zyskać przychylność włądz. Takim wyczulonym węchem zawodowym odznaczał się naczelny redaktor, Makarcew, lecz i jego zawiodła w końcu przyjęta taktyka. Pisarstwo dziennikarzy koncentrowało się wokół dylematu: wolno - nie wolno, obawa przed pomyłką ideologiczną paraliżowała. Wewnętrzna cenzura nakazywały sprawdzać skrupulatnie tekst nie tylko w warstwie prymarnych znaczeń słów, trzeba było również przewidywać kontekst, by nie pojawiły się niekontrolowane skojarzenia. Drużnikowowi udaje się znakomicie zilustrować technologię kłamstwa, stosowaną taktykę, używane wybiegi, pozory, uwypuklić samozakłamanie i sprzedajność dziennikarzy.
      Względy ideologiczne i poczucie bezpieczeństwa powodowały, że zarówno środowisko dziennikarskie, jak całe społeczeństwo radzieckie, składało się w większości z ludzi mających dwie osobowości, całkowicie ze sobą sprzeczne, ujawniające się w pracy i w życiu prywatnym. Jedna wersja dostosowana była do modelu życia oficjalnego, wymagającego stałej samokontroli, druga była korzystaniem z pozorów wolności. W ten sposób nakładały się na siebie dwa warianty człowieka: homo sovieticus i homo absconditus. Konieczność manewrowania między dwiema strefami społeczeństwa prowadziła do stopniowej schizofrenizacji społeczeństwa.
      Prasa stanowiła jedno z ważnych narzędzi sprawowania władzy, dlatego podlegała podwójnej kontroli - przez organy partii i państwa, wzajemnie zresztą współpracujące. Naczelnego redaktora wyznaczał Komitet Centralny, był jego łącznikiem z gazetą. Żaden jej numer nie mógł się ukazać bez zatwierdzenia przez Wydział Prasy KC. Makarcew musiał często tam pojawiać - był to dla niego obowiązek, ale także i zaszczyt, gdyż stanowił awans do nomenklatury. W rzeczywistości radzieckiej Komitet Centralny był enklawą ideologiczną, której granice niełatwo było przekroczyć „sow-czekowi” (sowietskij czełowiek). Stanowił przestrzeń władzy, zarządzania, sterowania. Jak napisał A. Zinowiew w swej książce Świetlana przyszłość: „Kto nie był na korytarzach Komitetu Centralnego, ten nie jest w stanie zrozumieć do końca naszego społeczeństwa”. W Wielkim Domu rezydował Cherlawy - główny ideolog, „który pragnął pozostawać zawsze w cieniu”. To Susłow.
      Redaktor naczelny lubił być chwalony na naradach w KC: „Sprawiało to Makarcewowi szczególną satysfakcję: zawsze postępował tak, jak tego wymagała partia, choć w głębi duszy nie zawsze się z nią zgadzał, czasem miewał nawet odmienne zdanie. Tak, tak odmienne, nie był przecież maszyną, lecz żywym człowiekiem. Można, naturalnie, nie zgadzać się z czymś w głębi duszy, ale trzeba zachować milczenie. Postępować należy tak, jak tego żąda partia. Na tym właśnie zasadza się różnica między leninowską pryncypialnością a abstrakcyjnymi zasadami i apolitycznym sumieniem”. Niekiedy trzeba było także wysłuchiwać w Wydziale Propagandy słów krytyki: za błędy w walce ideologicznej.
      W Aniołach na ostrzu igielnym pojawia się także główny przywódca radziecki. W książkach o rzeczywistości radzieckiej mających ambicje opisu pełnego, uwzględniającego wszystkie sfery życia, przywódcy partii i rządu występują zawsze, choć ukazywani bywają w różny sposób: w tonacji poważnej, przerażającej upiornością, bądź w świetle satyrycznym czy groteskowym. Wystarczy przypomnieć portrety Stalina w książkach Sołżenicyna, Wojnowicza, Zinowiewa. Mamy go także w książce Drużnikowa, w reminiscencji z życiorysu jednego z bohaterów utworu. Jego wizerunek jest desakralizowany przez podkreślenie kompleksu niskiego wzrostu, wzmiankę, że miał zrośnięty drugi i trzeci palec lewej nogi. W krótkim epizodzie widzimy także Chruszczowa.
      U Drużnikowa, podobnie jak w przypadku Susłowa, Breżniew nie jest wymieniany z nazwiska, pisarz dobrał mu pseudonim Krzaczasty, dzięki któremu identyfikacja jest jednoznaczna. W prezentacji Wodza autor wybrał wariant satyryczno-groteskowy, świadomie desakralizujący. Widać tu pewną zbieżność z powieściami Wojnowicza. Kpiną z przywódców radzieckich, z gerontokracji, jest scena terapii impotentologicznej, w której autor łączy kpinę z chwytem degradacji. Nie sposób nie wspomnieć tu o Dennych wyżynach Zinowiewa, gdzie w futurologicznej utopii przywódcy, zwani przez pisarza Zarządzaczami, mieli być uwolnieni od chorób i osiągać najwyższy stopień potencji seksualnej.
      W bardziej złowieszczym świetle niż partia i jej przywódcy ukazane zostały organy bezpieczeństwa, budzący grozę KGB. Pod postacią Kegelbanowa sportretowany został Andropow, autor przypomina jego „zasługi” w dławieniu powstania węgierskiego. Policja polityczna rozszerzała kontrolę na wszystkie dziedziny życia, także na prasę, chociaż ta była pod nadzorem Komitetu Centralnego. Jednak w obliczu zagrożenia ze strony dywersji ideologicznej, której bodźcem były wydarzenia 1968 roku w Czechosłowacji, KGB wzmógł nadzór nad społeczeństwem. Wrogiem najbardziej niebezpiecznym stawali się tworzący i kolportujący samizdat opozycjoniści, nie byli już bowiem nosicielami wirusa strachu.
      Najbardziej świadomi przedstawiciele inteligencji zaczęli zdawać sobie sprawę, że kłamstwo ogarnia i przenika całe życie, że w miejsce prawdy głosi się półprawdy lub zupełny fałsz. W poszukiwaniu prawdy pisarze zaczęli sięgać po tematy i problemy stanowiące ideologiczne tabu i zakazane przez cenzurę oraz takie, których podjąć nie pozwalała autocenzura. W ten sposób rodziła się literatura dysydencka, w której znajdowało odzwierciedlenie nowe zjawisko -„inakomyslije”. Ważne było, by dzieła zakazane ogarniały jak największe kręgi czytelników, edukacja społeczeństwa mogła być gwarancją przemian. W samizdacie potrzebni byli autorzy tekstów, tłumacze, przepisujące teksty maszynistki, kolporterzy. KGB wydał im bezwzględną walkę. Drużnikow przedstawia jej cele i metody, pokazuje jak władze resortu opracowywały plan działania (stenogram narady w KGB), opisuje konkretne działania zmierzające do zastraszenia i likwidacji przeciwników ideowych.
      W powieści Drużnikowa niezwykle ważną rolę ideową i fabularną odgrywa motyw szarej teczki. Szara teczka to wydane w samizdacie tłumaczenie znanej książki de Custine’a Listy z Rosji. Opis Rosji pierwszej połowy XIX wieku, jaką zawarł w swym dziele Custine, jest jakby charakterystyką życia Rosji radzieckiej. Dziewiętnastowieczne imperium carów i komunistyczne państwo totalitarne są bliźniaczo podobne. Tej prawdy, ujętej w kostium historyczny, nie powinien znać mieszkaniec Kraju Rad i dlatego książkę Custine’a uznano za wrogą. Stała się ona przyczyną klęski redaktora naczelnego Makarcewa, którego zastąpi związany z KGB serwilista, Stiepan Jagubow. Przede wszystkim jednak doprowadzi ona do zguby Pawła Iwlewa, który, tłumacząc książkę Custine’a i kolportując ją, stał się dla systemu groźny. Iwlew nie jest bohaterem występującym otwarcie przeciwko systemowi. Nie można go porównywać z takimi dysydentami, jak Andriej Siniawski, Anatolij Marczenko czy Władimir Bukowski. Niemniej jednak, zachowując instynkt samozachowawczy, pokonał w sobie strach i uwierzył, że udostępnienie czytelnikowi samizdatu dzieła Custine’a ma sens. W oczach Drużnikowa jest on jednym z aniołów, o których wspomina tytuł książki. Przynosi „dobrą nowinę”, która zacznie docierać do coraz większych kręgów zniewolonego społeczeństwa.
      Książki Drużnikowa nie można ograniczyć do gatunku powieści środowiskowej, w swej warstwie obrazowej jest ona znacznie bogatsza. We wspomnieniach pojawiają się łagry i czasy wojny. Pisarz wychodzi daleko poza granice redakcji, dzięki czemu otrzymujemy szeroką panoramę państwa totalitarnego ze wszystkimi cechami jego natury. Autor nie ogranicza się do epoki breżniewowskiego zastoju, w licznych ekskursach cofa się do epok wcześniejszych, do stalinizmu, do epoki odwilży.
      Oprócz pracowników redakcji mamy w utworze szereg innych postaci, reprezentujących różne środowiska. Świeżym pomysłem Drużnikowa są ich sylwetki prezentowane w oficjalnych dokumentach: autobiografiach, ankietach, jakie musieli wypełniać dla działu kadr czy starając się o wyjazd za granicę, a także przy różnego typu opiniach. Uzewnętrznia się w nich zakłamanie systemu, niekiedy doprowadzane do absurdu: śmieszność splata się tu z powagą.
      Dzięki książce Drużnikowa poznajemy realia radzieckie, gdzie kasta uprzywilejowanych korzysta z dóbr niedostępnych dla innych obywateli. Więcej - prawo inaczej jest do nich stosowane, mogą je łamać, panuje protekcjonizm i kumoterstwo. Widzimy codzienne życie, jego kłopoty i troski, ale również małe radości, rozrywki. Do fabuły wplata autor wątki miłosne i seks, tworzy wiele postaci kobiecych. Ale nie ma wśród nich postaci tak wspaniałych, jakie te, które mistrzowsko kreowała rosyjska literatura klasyczna. Autor odnosi się do nich ciepło, niemniej jednak jego kobiety nie wyrastają ponad przeciętność. Zresztą w zdominowanym przez mężczyzn świecie dziennikarskim przypadają im role pomocnicze.
      Drażni niezdecydowanie Nadii, przechodzenie od euforii (scena miłosna w hotelu) do niemal obojętności. Maszynistka Maria Swietłozierskaja okazuje się wcieleniem seksu i zmysłowości, groteskowa jest Ałła, pomocnica terapeuty impotentologa. W znacznym stopniu do bohaterek powieści Drużnikowa odnoszą się uwagi Limonowa, który w ostatniej swej książce Anatomia bohatera stwierdzał, że ukształtowana przez System kobieta radziecka została okaleczona duchowo i moralnie, stworzyła kodeks postępowania, w którym pociąg seksualny zastąpił dekalog. Dewastacji uległo także życie rodzinne, brak w nim miłości i wzajemnego zrozumienia, rodzice i dzieci stali sie sobie obcy. Odpychająca jest reakcja matki Iwlewa na wieść o jego aresztowaniu, przywiązanie do idei jest u niej silniejsze od więzów rodzinnych. Nawet rodzina wiejska, tak idealizowana przez autorów prozy wiejskiej, zatraciła tradycyjne więzi wspólnotowe.
      Drużnikow przedstawił ponury obraz rzeczywistości radzieckiej epoki zastoju. Wiernie odtworzył realia zaprogramowanej utopii, przekonująco zilustrował efekty upadku człowieka, którego wyrwano z naturalnego biegu rozwoju ludzkości, poddając go tresurze ideologicznej. Pisarz ukazał społeczeństwo w upadku - jego wizja jest apokaliptyczna, lecz niepozbawiona całkowicie nadziei. Promień światła dostrzegł w nielicznej grupie „obudzonych”, którzy, choć nie stało się to łatwo, zdobyli się na odwagę i nieśli promień nadziei. Drużnikow nazwał ich pięknie - aniołami.

* * *

      Dzięki Aniołom na ostrzu igielnym poznajemy Drużnikowa beletrystę. Wcześniej czytelnik polski mógł obcować z jego znakomitym dziełem eseistycznym, zbiorem Rosyjskie mity. Od Puszkina do Pawlika Morozowa. Pisarz jawi się w nich jako bezwzględny tropiciel czerwonych mitów, misternie tworzonych w gabinetach propagandzistów, a chętnie podejmowanych przez ludzi pióra - sprzedajnych pisarzy, pozbawionych etosu badaczy.
      Esej Drużnikowa Zdrajca nr 1 czyli Wniebowzięcie Pawlika Morozowa to klasyczny dla tego autora przykład demaskacji mitu epoki radzieckiej. Przez organy propagandy Pawlik Morozow został wykreowany na wzór chłopca pioniera, który z miłości do systemu gotów jest poświęcić najbliższych. Doniósł on na własnego ojca, co wykorzystano jako pożyteczny i skuteczny instrument wychowawczy w procesie kształtowania nowego człowieka, do którego przylgnęło pogardliwe słowo homo sovieticus. Na micie o młodym szlachetnym donosicielu z pobudek ideowych wyrosło wiele pokoleń. Znamienne, że do dziś jeszcze nadal żywotny jest w niektórych środowiskach propagandowy mit heroicznego czynu pioniera, który, jak wykazał Drużnikow, w rzeczywistości nie był nawet członkiem tej młodzieżowej organizacji.
      Pisarz jak wytrawny detektyw podąża śladem oficjalnej wersji legendy o Pawliku. Pokazuje, jak odrzucając tradycyjną moralność, wpajano społeczeństwu, że donosicielstwo to obowiązek obywatelski. Co więcej, nadawano donosowi wymiar heroiczny. Nic więc dziwnego, że donosicielstwo zalało cały kraj, stało się epidemią latami wyniszczającą naród.
      Zebrane przez Drużnikowa informacje o Pawliku Morozowie dowodzą, że nie wahano się fałszować prawdy, nawet wówczas, gdy dotyczyła ona śmierci, byle tylko tworzony mit okazywał się skuteczny. Wszelka manipulacja była dopuszczalna, bowiem usprawiedliwiał ją ideologiczny cel. Zadziwia dociekliwość Drużnikowa, który wykorzystał wszystkie możliwe źródła tematu, odwiedził miejsca, gdzie rozegrała się rodzinna tragedia, przeprowadził rozmowy z żyjącymi jeszcze uczestnikami i świadkami wydarzeń, badał archiwa, studiował gazety i czasopisma, przeczytał dziesiątki książek o Pawliku Morozowie i pionierach radzieckich. Jego esej stanowi ważne źródło do badań nad radzieckim komunizmem, nad funkcjonowaniem propagandy, procesem formowania nowej mentalności. Pokazuje on, jak działała potężna machina ideologiczna, jak perfidne i bezwzględne były stosowane przez nią metody i jakie sukcesy potrafiła osiągnąć.
      W omawianym tomie esejów Drużnikowa znalazło się jeszcze kilka innych tekstów, których bohaterami są znane postacie literatury rosyjskiej. Znamienne, że również ta dziedzina życia - kultura, literatura - poddana została mitologizacji. Zgodnie z wymogami propagandy nawet postacie z odległej epoki musiały być pokazywane tak, by kształtować mentalność człowieka radzieckiego. Fałszowanie było tu nie mniej istotne niż w przypadku polityki, ideologii, ekonomii, filozofii, statystyki. Drużnikow pisze: „Od najwcześniejszego dzieciństwa wdrażano nas do uznawania gazetowych bajek za prawdę i karano za sceptycyzm, toteż mity weszły nam w krew”. Za mit uznał utrwalane w nauce radzieckiej przekonanie o przyjaźni literackiej dwu wielkich pisarzy pierwszej połowy XIX wieku - Puszkina i Gogola. W niezwykle interesującym eseju Z Puszkinem na przyjacielskiej stopie rozprawia się z legendą, jaka współtworzył zresztą sam autor Płaszcza (chlestakowszczyzna Gogola), a potem rozwinął wynoszony na piedestał przez naukę radziecką znany krytyk Bieliński. Ze względów ideologicznych mit ten był przydatny zideologizowanemu literaturoznawstwu radzieckiemu.
      W kolejnym eseju, Sto trzynasta miłość poety, rozprawia się Drużnikow z mitem o wzorcowej żonie Puszkina, mówi o jej wąskich horyzontach myślowych, przyziemności, ubogim życiu wewnętrznym. Wielki poeta rosyjski pojawia się także w eseju Puszkin, Stalin i inni poeci, w którym autor wykazuje, że zafałszowywano, wykorzystywano biografię i twórczość Puszkina nawet do budowania kultu Stalina. Drużnikow pisze: „Historyczna tragedia Puszkina polega na tym, że przekształcono go w otoczonego kultem idola, w ikonę /.../ jego rzeczywiste rysy stopniowo znikały pod grubą warstwą makijażu”. On natomiast pragnie prezentować Puszkina żywego, prawdziwego, odbrązowionego, podobnie jak starał się to robić A. Terc-Siniawski w książce Spacery z Puszkinem, która, zarówno w kraju, jak i na emigracji, wywołała gwałtowne ataki stronników „oficjalnego” wizerunku poety.
      Z autorów dwudziestowiecznych zainteresował się Drużnikow Chlebnikowem i Trifonowem. Tego ostatniego przedstawia jako oportunistę niewchodzącego w spór z systemem, jako konformistę unikającego kłopotów z władzą. W ujęciu Drużnikowa wizerunek tego znanego i popularnego bardzo także w Polsce pisarza moskiewskiego jest mało pociągający - to twórca płacący za swój sukces wydawniczy niedopowiedzeniami, półprawdami, mówieniem minimum.
      Zaskakujące swoimi odkryciami, nowością spojrzenia, fascynujące w lekturze eseje Drużnikowa mają swoich oponentów, a niekiedy zaciekłych wrogów, traktujących autora jako świętokradcę, nihilistycznego burzyciela wartości, rusofoba, puszkinożercę.

* * *

      Omówione tu teksty Drużnikowa, dostępne polskiemu czytelnikowi, to zaledwie część jego obfitego dorobku. Słusznie zaliczany jest do grona najwybitniejszych współczesnych pisarzy rosyjskich, chociaż ze względu na cenzurę i ideologiczne zakazy mógł publikować w ojczyźnie bardzo późno. Jego utwory dostępne były jednak czytelnikowi w kraju dzięki samizdatowi i tamizdatowi. Do szerszego kręgu czytelników dotarł, gdy upadł system i państwo zrezygnowało z kontroli nad działalnością pisarzy. Można więc teksty Drużnikowa traktować jako literaturę przywracaną rosyjskiemu życiu literackiemu. Istotne jest wszakże to, że nie straciły one aktualności, nie są zabytkami muzelnymi w archiwum literatury. Najlepszym tego dowodem jest powieść Anioły na ostrzu igielnym.
      Kraków

PoczątekTekstyKrytyka

© Tekst: Lucjan Suchanek.