Jurij Drużnikow: życie i książki  Русский  English  Français  Italiano
www.druzhnikov.com

 Powieści i mikropowieści
 Krytyka
 Humor
PoczątekTekstyKrytyka

W i k t o r   W o r o s z y l s k i
Prawdziwe zwłoki i spreparowana legenda

     „Rosja wchodzi do Polski” – w tak zatytułowanym znakomitym wierszu Adama Zagajewskiego
      Przez łąki i miedze, przez miasta i lasy
idą armie konne i piesze, idą konie,
armaty, chłopcy i starzy żołnierze…

      Kiedy we wrześniu 1939 roku Rosja weszła do mojego miasta nad Niemnem, miałem dwanaście lat, po rosyjsku nie rozumiałem ani słowa i nie przeczuwałem, że to, co weszło, zostanie już tutaj, że nie oderwę się od tego ani w dojrzałym, ani więcej niż dojrzałym wieku, mimo że przed końcem wojny opuszczę miasto rodzinne, zatrzymany w nowych granicach Ogromnego Kraju.
      Rosja szła, przystawała na chwilę i ruszała dalej, zabiegała drogę pragnącym ujść przed jej marszem, i nie był to jedynie ruch armii pieszych, konnych i zmotoryzowanych, lecz także widoków, dźwięków, zapachów. Szły przekleństwa, śpiewy chóralne i tupoty zawadiackie na ułożonych z desek estradach, zapachy machorki, dziegciu i szyneli z burego filcu, szły litery wielkie na transparentach, czarno na czerwonym, i koślawe, białą kredą pisane na kalekich murach spalonych domów, i obrazy rzucane z projektorów na zgrzebne ekrany, wizje szarż bohaterskich, roztańczonych dostatnich wsi, tudzież krwawych okrucieństw wrażych… I szły wreszcie, wkraczały zwartym szykiem, zabudowywały sobą przestrzeń życia, wiły gniazdo w podatnej lub opornej imaginacji sowieckie mity, uosobione w bohaterach, których obecność wyprzeć miała z ludzkiej świadomości inne mity, zakorzenione w religii i historii narodowej, sprawdzone od pokoleń, o zgoła odmiennej treści i kolorycie.
      Dobrotliwy Lenin na mapie z zapalającymi się żarówkami wskazywał maluczkim świetlaną przyszłość planety, bohater Czapajew toczył boje i zginął za Rewolucję, górnik Stachanow napinał muskuły i obdarzał socjalistyczną ojczyznę sezamami lśniącego węgla, a mały, dzielny pionier Pawlik Morozow stawał ponad tradycyjną, sentymentalną moralnością i zgodnie z jedynie słuszną nową moralnością nieustraszenie zdzierał maskę z ojca — sabotażysty, po czym padał ofiarą kułackiej zemsty. Obok postaci autentycznych (w jakim stopniu autentycznych — to inna sprawa), w mitologii sowieckiej funkcjonowały też fikcyjne, wymyślone przez pisarzy, ku pokrzepieniu serc. Taki był Pawka Korczagin – bohater książki „Jak hartowała się stal” Mikołaja Ostrowskiego, autora, który i sam wszedł do heroicznej legendy, bo pisał swoją powieść ociemniały i sparaliżowany, ku chwale partii komunistycznej- swego natchnienia i wodza.
      Odbiorcy gazet i książek często mylili tych dwóch, Pawkę i Pawlika, mimo że każde z różnych zdrobnień imienia Paweł było trwale przytwierdzone do bohatera: Pawka – to Korczagin, Pawlik — Morozow. Poemat młodego twórcy moskiewskiego Timura Kibirowa „Przez pożegnalne łzy”, w którym autor w naszych już czasach dla drwiny i zabawy zmieszał różne elementy sowieckiej cywilizacji, ideologii i mitologii, dobrze ilustruje równorzędność i niejako wymienność bohatera literackiego z historycznym. W jednym z fragmentów znalazło się tam ironiczne ubolewanie: „A więc na darmo zginęli Pawka z Pawlikiem, na darmo Miczurin posunął naprzód naukę, na darmo płynęła nad nami jutrzenka!”. Ale po to, żeby dzisiaj głośno rozległ się ten chichot, trzeba było przez wiele lat traktować „Pawkę z Pawlikiem” jak najbardziej poważnie. Miczurina i jutrzenkę, naturalnie, także.
      Książka, którą czytelnik trzyma w ręku, bohaterem powieściowym się nie zajmuje, poświęcona jest wyłącznie historycznemu. Tytuł „Wozniesienije Pawlika Morozowa” — wozniesienije — to wyniesienie (na piedestał, na tron, na ołtarz), ale także Wniebowstąpienie lub, jak chce tłumacz, Wniebowzięcie. Wyniesieniem bądź Wniebowstąpienie wiejskiego chłopca stało się jego życie po śmierci, kiedy to napisano o nim książki i poematy (pamiętam jeden, Stiepana Szczypaczowa, poety skądinąd kameralnego, lirycznego), postawiono mu pomniki we wszystkich miastach ZSRR, imieniem jego nazwano szkoły, fabryki, kołchozy.
      Kult małego męczennika trwał pół wieku i dopiero w ostatnich latach przygasł, a nawet został światoburczo odrzucony, łącznie z lansowaniem przez postać i los Pawlika wzorcem etycznym, na łamach „Junosti” i innych czasopism. Co prawda, pedagogiczna codzienność nie całkiem jeszcze przyjęła to odrzucenie do wiadomości, jak wynika choćby z historyjki, którą opowiedział mi znajomy nauczyciel z Łodzi. Bawił on wraz z gronem wychowanków, w ramach wakacyjnej wymiany, w młodzieżowym obozie na rosyjskiej prowincji. Nad obozem czuwał niezmiennie zastygły w patetycznym geście gipsowy pionier Morozow. Zdziwiony przybysz z Polski zapytał, jak się ma ten posąg do żarliwych demaskacji w moskiewskiej prasie, i usłyszał w odpowiedzi: do Moskwy daleko, nie będziemy się spieszyć, jeszcze nic nie wiadomo…
      Jurij Drużnikow, nauczyciel historii i literatury rosyjskiej, parający się poza tym własnym pisaniem, niewątpliwie miał w praktyce szkolnej do czynienia z heroiczną legendą Mrozowa, zanim podjął trud jej zbadania. Mimoże od tragedii we wsi Gierasimówka na północnym Uralu upłynęło tyle lat, znalazł jej żywych świadków i uczestników, w tej liczbie matkę bohatera, jego brata, kuzyna, kolegów i koleżanki szkolne, nauczycielki, nawet jednego z niegdysiejszych śledczych OGPU. Dotarł do częściowo zachowanych akt sądowych (sprawa nr 374), do sprawozdań w lokalnej prasie, do prywatnego archiwum dziennikarza Solomieina, który pierwszy relacjonował był wydarzenia w powiatowej gazecie, a następnie na zamówienie władz napisał książkę pt. „W kułackim gnieździe” (Swierdłowsk 1933).
      Drużnikow przestudiował, oczywiście, i porównał ze sobą inne publikacje z różnych okresów. Tak powstało to studium ze swoim paradoksalnym odkryciem (precyzyjnie udokumentowanym), że Pawlik nie istniał — to znaczy nie istniał chłopiec, którego nazwano by tym pieszczotliwym zdrobnieniem; był po prostu dość szorstko, jak i pozostali jego rówieśnicy, traktowany Paweł; i nie istniał pionier (człowiek komunistycznej organizacji dziecięcej) Morozow, rzekomy przewodniczący oddziału pionierów, z tej prostej przyczyny, że w Gierasimówce nie było jeszcze w 1932 roku takiego oddziału, takiej organizacji – i nie istniał wreszcie samotny bohater, jedyny syn nieszczęśliwej matki, bo czterech ich miała, a zamordowano w niejasnych okolicznościach dwóch: Pawła i młodszego od niego Fiedię… Ale to były pomniejsze manipulacje hagiograficznej propagandy.
      Drużnikow odkrywał na każdym kroku nowe znaki zapytania. Nie będę ich tu przytaczał ani posuwał się dalej tropem detektywistycznych dociekań autora — nie chcę streszczeniami swoimi uprzedzać czyjejkolwiek lektury, z całym natomiast przekonaniem zachęcam do jej podjęcia. Dorzucę tylko, że z dwu głównych kwestii, nad którymi próbuje zastanowić się Drużnikow: kto zabił? i komu to było potrzebne? — aczkolwiek rozwikłanie tej pierwszej przedstawia się wręcz sensacyjnie, mnie osobiście szczególnie interesuje druga, ponieważ dotyczy nie techniki pewnej jednostkowej zbrodni, lecz zasadniczych właściwości systemu, w którym do niej doszło. I na ten temat badacz zgromadził dość wymownych faktów.
      W dniu tedy, w którym w powiatowej Tawdzie zaczął się pokazowy proces domniemanych zabójców chłopca, w Moskwie otwarto plenum KC Komsomołu, na którym padło zdanie, że „Pawlik powinien stanowić wyrazisty przykład dla wszystkich dzieci Związku Radzieckiego”. Ruszyła machina wychowywania w nienawiści i destrukcji rodziny jako tej tradycyjnej komórki, która stawiała największy opór „nowej moralności”, machina mieląca uczucie, zasady, przywiązania, ludzkie odruchy. ”Nie znamy moralności ogólnoludzkiej — wołał przywódca Komsomołu Kosariew, który sam miał kilka lat później paść ofiarą stalinowskiej czystki. – Nasza moralność jest klasowa. Nasza moralność – to ta, która wysadza w powietrze kapitalizm, unicestwia jego pozostałości, umacnia dyktaturę proletariatu, posuwa naprzód budowę socjalizmu”.
      Postać „Pawlika” Mrozowa, jego zmistyfikowana historia, jego śmierć — stały się na wiele lat czołowym elementem pedagogiki, mającej uformować socjalistycznego „nowego człowieka” na modłę takich jak on „bohaterów”, a praktycznie – na modłę gotowych na wszystko wykonawców mokrej roboty. Były chwile, kiedy zgroza ogarniała nawet gorliwych uczestników toczonej przez partię kampanii. Dziennikarz Sołomiein, autor „W kułackim gnieździe”, dzielił się swoimi wątpliwościami w liście do Gorkiego. Otóż po jednym ze spotkań z pionierami, na które posyłano go, żeby popularyzował „Pawlika”, podeszła do niego dwunastoletnia dziewczynka i zapytała, dlaczego rozstrzelano czwórkę oskarżonych z Gierasimówki.
       — „A co, żal ci ich?
      — Nie — powiedziała ze złością. — Ja bym ich najpierw pokroiła na kawałki, małym nożykiem, obcięłabym najpierw nos, uszy, wargi, a potem upiekłabym ich powolutku na stosie…
      Aleksy Maksymowiczu! — woła przejęty nagłym lękiem dziennikarz. — To znaczy, że książka budzi nienawiść do wrogów klasowych? Ale czy dobrze, że aż tak bezwzględnie? A przydarzyło mi się to… niejednokrotnie”.
      Odpowiadając na list swojego korespondenta, znakomity pisarz pominął milczeniem takie jego zgoła niestosowne wątpliwości.
      Żywy, bestialsko zadźgany i pośmiertnie wyniesiony „Pawlik” sam był produktem i ofiarą strasznej indoktrynacji, o której mowa, i zarazem stał się jej makabrycznym narzędziem, obficie reprodukowanym i zapewne nieraz skutecznym. Wolno sądzić, że u nas, nawet wówczas, gdyby Rosja weszła, ta akurat część importowanej mitologii nie mogła chyba się przyjąć i poczynić większych spustoszeń, ale jakże mimo wszystko bliska i realna przez wszystkie te lata była piekielna Gierasimówka, jej upiory i „wykonawcy”. Dziś, kiedy komunistyczne Imperium wychodzi od nas (przynajmniej w sensie atmosfery duchowej i narzuconych wzorców egzystencji społecznej, ale wolno mieć nadzieję, że nie tylko w tym sensie), westchnijmy z ulgą, że jasność dnia rozprasza posępne zjawy. I – prośmy Boga o łaskę dla nieszczęsnej duszy wplątanego w tę złowrogą fabułę chłopca z Uralu.

      Warszawa, 1990.

PoczątekTekstyKrytyka

© Tekst: Wiktor Woroszylski.