|
A l i c j a W o ł o d ź k o - B u t k i e w i c z
Od pieriestrojki
do laboratoriów netliteratury.
Przemiany we współczesnej prozie rosyjskiej.
Fragment książki
Jurija Drużnikowa potyczki z mitami
Jurij Drużnikow,
prozaik i literaturoznawca z pokolenia “szestidiesiatników”,
opuścił ZSRR dopiero w 1987 roku, czyli już w okresie
pieriestrojki. Zabiegał wszakże o wyjazd od dawna,
inwigilowany przez KGB i pozbawiony możliwości publikowania
swych utworów. Wreszcie dzięki interwencji Kongresu USA,
który dwukrotnie debatował nad sprawą pisarza, a
następnie zwrócił się do Michaiła
Gorbaczowa z prośbą o wypuszczenie go z Rosji, Drużnikow
uzyskał na to zgodę. Przed wyjazdem zorganizował w
swym mieszkaniu wystawę Dziesięciolecie wykluczenia
pisarza z literatury radzieckiej, na którą zaprosił
krajowych i zagranicznych dziennikarzy. Osiadł w USA, mieszka w
Davis, jest profesorem Uniwersytetu Kalifornijskiego - wykładowcą
literatury rosyjskiej, wiceprezesem Międzynarodowego Pen Clubu.
Z zawodu i powołania pedagog, Drużnikow kilka lat uczył
w szkole. Doświadczenia te zaowocowały twórczością
dla dzieci i młodzieży, którą zauważyli i
powitali z uznaniem już na początku lat 60. najwybitniejsi
wówczas rosyjscy pisarze dziecięcy - Korniej Czukowski i
Lew Kassil. Ten drugi osobiście zaniósł opowiadania
Drużnikowa do miesięcznika “Nowyj mir”, lecz
Aleksander Twardowski, który opublikował właśnie
Jeden dzień Iwana Denisowicza, zwrócił je
autorowi z komentarzem:
“Весь
процент непроходного
заполнил уже
собой Солженицын”.
Pierwsza książka Drużnikowa ukazała
się dopiero w następnym dziesięcioleciu, w epoce
Breżniewa, gdy - jak pisarz wspominał po latach -
“wszystkich nas paraliżowała ideologia”.
Później niechętnie mówił o swych
publikacjach z czasów radzieckich, bowiem podobnie jak
przeważająca większość literatów
szedł na kompromisy z cenzurą, byle tylko ujrzeć swe
utwory w druku. A wydał sporo, zwłaszcza dla młodzieży:
tom opowiadań Что такое
не везет, dwie komedie.
Jednak między 1974 a 1989 rokiem nazwisko Drużnikow
wypadło z oficjalnego literackiego obiegu. W roku 1977
wykluczono go ze Związku Pisarzy Radzieckich, skonfiskowano jego
rękopisy, a sztuki zdjęto z desek scenicznych. Pierwsza
książka pisarza wznowiona została w Moskwie dopiero po
1991 roku, już w nowej sytuacji politycznej.
Poza granicami Rosji, w ciągu dekady lat 90.,
Drużnikow opublikował wiele: głównie
prozę - opowiadania i powieści - lecz także utwory
poetyckie, dramaty i publicystykę. Sześciotomowe wydanie
jego dzieł (Baltimore 1998) prezentuje imponujący dorobek.
Spośród utworów po części powstałych
jeszcze w kraju, lecz po raz pierwszy wydanych dopiero na obczyźnie,
szczególnie ważna i literacko najlepsza jest powieść
polityczna Anioły na ostrzu igielnym. Pisał
ją autor ponad dziesięć lat, od roku 1969 do 1979, a
wydał dopiero w Ameryce całą dekadę później.
Zobrazowane w niej wydarzenia rozgrywają się kilka miesięcy
po wkroczeniu wojsk Układu Warszawskiego do Czechosłowacji,
w 1968 roku, w redakcji moskiewskiej gazety partyjnej.
Doskonale obeznany ze stołecznym środowiskiem
dziennikarskim (siedem lat pracował w redakcji wysokonakładowego
dziennika), autor narysował z rozmachem jego satyryczny
wizerunek. Ukazał też w powieści sowiecką elitę
władzy, funkcjonariuszy partyjnych, agentów bezpieki,
prominentów dziennikarstwa, gotowych na każde łajdactwo,
by utrzymać się na szczycie, słowem, obracającą
się bez wytchnienia pralnię umysłów, wszystkie
jej śrubki i kółka. Wskazał na fuzję
struktur ideologicznych z tajną policją, ściślej
- zrastanie się dziennikarstwa z agenturą służb
specjalnych. Anioły na ostrzu igielnym były ponadto
jedną z pierwszych prób literackiego przedstawienia epoki
samizdatu – jako postać epizodyczna pojawia się na
kartach powieści prześladowany Sołżenicyn, a
agenci KGB szukają autora krążącego po redakcji
dysydenckiego, jak sądzą, maszynopisu, w rzeczywistości
listów z Rosji markiza de Custine. Są też w
Aniołach… satyryczno-groteskowe portrety
marazmatycznych gerontokratów – Breżniewa,
pochłoniętego bynajmniej nie sprawami państwa, lecz
chorą prostatą i kłopotliwą córką,
oraz nie wymienionego z imienia i nazwiska, lecz łatwo
rozpoznawalnego, lubiącego zawsze pozostawać w cieniu
“naczelnego ideologa” kraju, Michaiła Susłowa.
“Fekalną” symboliką, która
zrobiła ogromną karierę w literaturze rosyjskiej
minionej dekady (jak zwłaszcza w powieści Norma
Władimira Sorokina, gdzie substancja ta jest przydziałową
racją żywnościową w Rosji sowieckiej) posłużył
się Drużnikow w finale swej powieści: jego zbuntowany
bohater, dziennikarz Iwlew, oblewa nieczystościami
znienawidzonych kagebistów. Wyraźne jest pokrewieństwo
Drużnikowa z Jurijem Trifonowem; podobnie jak autor cyklu
opowieści moskiewskich przeprowadza on wiwisekcję
inteligenckiego konformizmu.
Autor Aniołów na ostrzu igielnym, tak jak markiz
Custine w swej Podróży do Rosji w roku 1837,
źródeł rosyjskiego zła upatruje nie w obcym
wpływie, lecz w rodzimym, utrwalonym od wieków systemie
władzy oraz w rosyjskiej mentalności.
Charakterystyczna dla myślenia autora o Rosji i jej
sprzecznościach jest taka oto powieściowa scena: bramę
wjazdową do kompleksu klasztornego, na której widniała
ikona któregoś ze świętych, po przymusowej
stalinowskiej sekularyzacji zamalowano ogromnym portretem wodza. Nie
przeszkadzało to pobożnym pątnikom odwiedzać tego
miejsca, gdyż słynęło z cudów. Natomiast
portret Stalina, darzonego niekłamanym uwielbieniem, przyciągał
grupki komsomolców - z braku świetlicy spotykali się
przed bramą, by wspólnie śpiewać dziarskie
piosenki. Mijały lata, a przed poklasztorną bramą z
resztkami portretu wąsatego, zdegradowanego już wodza, spod
których wyzierało coraz wyraźniej oblicze świętego
cudotwórcy, wciąż spotykali się starzy i
młodzi. Jedni odmawiali modlitwy, drudzy wesoło śpiewali.
Współbrzmi z tą opowieścią epizod
poświęcony kilku odmianom prawdy, jakie rozróżnia
Makarcew, redaktor naczelny gazety partyjnej: inna jest prawda dla
ogółu czytelników, inna dla dziennikarzy, jeszcze
inna dla egzekutywy partyjnej i całkiem odrębna dla samego
siebie. Tej ostatniej, czyli prawdy absolutnej, nie wolno zdradzać
nikomu. Podwójne myślenie jest w opisywanej przez
Drużnikowa Rosji zjawiskiem powszechnym. Anioły na
ostrzu igielnym to literackie oskarżenie machiny sowietyzmu,
prognoza jego rozpadu.
Znacznie większy jednak zasięg –
europejski, lecz nie tylko - zyskały dokumentalne utwory
Drużnikowa: Zdrajca nr 1, czyli wniebowzięcie
Pawlika Morozowa (Доносчик
001 или
Вознесение
Павлика
Морозова)
oraz studia i szkice poświęcone twórcom literatury
rosyjskiej, przede wszystkim Puszkinowi. Cechą tej prozy, którą
autor nazywa documentary novel, jest zespolenie badań
naukowych, opartych na źródłach archiwalnych, ze
środkami wyrazu, charakterystycznymi dla literatury pięknej.
Z Rosjan po raz pierwszy posłużył się tą
metodą Nikołaj Karamzin na kartach swych Dziejów
państwa rosyjskiego, w ślad za nim Aleksander Puszkin
jako autor Historii buntu Pugaczowa i Historii Piotra
Pierwszego, w XX zaś wieku - Jurij Tynianow, Władimir
Nabokow, Andriej Siniawski, Borys Bursow, Igor Wołgin.
Głównym celem Jurija Drużnikowa stała się
desakralizacja, odbrązowianie literatury i kultury rosyjskiej.
Nazwa tomu esejów Rosyjskie mity wymownie ilustruje ten
kierunek jego poszukiwań.
“Rosja, nie stanie się krajem
cywilizowanym, póki się nie wyzbędzie mitologicznego
sposobu myślenia. (...) Prócz polityki zdemitologizowano
ekonomikę, historię, filozofię i nawet nauki ścisłe.
Literatura zaś została heroldem obwieszczającym
mitologiczne sukcesy”
- stwierdza pisarz, uznając za niezbędne
zrewidowanie owych mitów.
Był czas, gdy historia i mitologia stanowiły jedność.
Na pradziejowym rozwidleniu ścieżek, od którego mit
i historia zaczęły podążać własnymi
szlakami, rozstanie to nie dokonywało się konsekwentnie.
Wiadomo też, jak bardzo troszczy się o racjonalny,
krytyczny wizerunek przeszłości współczesna nam
historiografia. Wiadomo, jak wiele, aż do samokorekt, wniosła
umysłowość chrześcijańska, by od historii
odsączyć mitologię. Mimo to odblaski mitów
wciąż utrudniają człowiekowi racjonalne
odczytywanie realiów świata, bez względu na to, jak
bardzo wydaje się on sobie nowoczesny i dojrzały.
Mit objawia się częstokroć tam, gdzie nikt się go
nie spodziewa, nie podejrzewa jego istnienia. Nauka interpretuje to
niejednorodnie: raz jako pozostałości, skamieliny nawyków
sprzed rozstajnych dróg mitu i historii, kiedy indziej jako
rodzaj “schorzenia języka”, którym posługuje
się człowiek. Albo też jako słowo-symbol kodu,
niezbędnego lub tylko przydatnego, by człowiek mógł
się łatwiej poruszać w rzeczywistości fizycznej i
społecznej. Łatwiej - nie znaczy wcale, że bezbłędnie.
Na odwrót - mit zawsze jest pokusą, często
imperatywem, by poniechać pytania o prawdę. Jest osobliwą
konstrukcją, łączącą w sobie przesłanie
moralne z przykazaniem praktycznym.
W tej roli objawiły się w wieku XX na niespotykaną
uprzednio skalę mity zorientowane współcześnie.
Stały się one strawą agresywnych, “rewolucyjnych”
ideologii, kodem porozumiewawczym ich zwolenników. Drużnikowa
interesują te spośród mitów, które w
Rosji masowo ukorzenił i eksploatował bolszewizm.
Nie chodzi przy tym pisarzowi o “wielkie” mity
bolszewizmu, jak mit raju na ziemi czy mit zwycięskiego
proletariatu, klasy-hegemona. Koncentruje się on na obserwacji
mitologii pomocniczej, nośników, którymi do
świadomości masowej sączą się obrazy i
treści, wartościowania i nakazy mitów głównych.
Analizując pojedyncze obrazki z galerii “powszednich”
mitów rosyjskich, tropi pisarz ich laboratoria, ponieważ
tędy właśnie - poprzez ujawnienie warsztatów
mitotwórstwa - wiedzie droga ku uwolnieniu zbiorowej wyobraźni
spod pokładów fałszu. Dociekliwość
Drużnikowa pozwala go porównać ze znanym polskiemu
czytelnikowi, głośnym w latach międzywojnia
tropicielem sarmackiej mitologii - Olgierdem Górką, a
nawet z Tadeuszem Boyem-Żeleńskim jako autorem
Bronzowników. Jest to, rzecz prosta, podobieństwo
czysto formalne.
Pierwszym spośród mitów
potocznych, które bada Drużnikow, jest historia Pawlika
Morozowa. We wspomnianej już paradokumentalnej, reportażowej
książce Zdrajca nr 1, czyli wniebowzięcie Pawlika
Morozowa odsłonięte zostały kulisy historii tego
małoletniego donosiciela, moralnego sprawcy śmierci
własnego ojca. Legendarny Pawlik, rzekomo zamordowany z zemsty
przez kułaków, należał do panteonu radzieckich
świętych. Temu męczennikowi idei poświęcono
poematy (Павлик Морозов
Stiepana Szczipaczowa), sztuki, pieśni, symfonie, nawet operę.
Nad scenariuszem filmowym, mającym uwiecznić pamięć
o Pawliku, Bieżyńska łąka, pracował
Izaak Babel, a nakręcić film zamierzał Siergiej
Eisenstein. Wizerunek bohaterskiego pioniera widniał na
znaczkach pocztowych i etykietkach pudełek od zapałek, a
jego gipsowe posągi stały niemal przed każdą
szkołą. Pawlik miał być dla młodej generacji
wzorem do naśladowania jako w pełni świadomy obywatel
radziecki, który zdaje sobie sprawę, że partia i
państwo są ważniejsze od prywatnych spraw jednostki.
W latach 70., gdy uroczyście obchodzono pięćdziesięciolecie
heroicznej śmierci Pawlika, Drużnikow - podówczas
dziennikarz - udał się do wsi Gierasimowka na Syberię,
gdzie mieszkał sławny pionier, a potem utworzono muzeum
jego imienia; objechał trzynaście miast i wiele wiosek,
rozmawiał ze świadkami wydarzeń sprzed pół
wieku. Przeczytał akta procesu sądowego, który miał
miejsce po zabójstwie braci Morozowów (zginął
bowiem nie tylko Pawlik, ale i jego młodszy brat), gromadził
materiały zachodnie i samizdatowe związane z tą
sprawą. Śledztwo dziennikarskie pozwoliło obalić
legendę Pawlika. Faktem było tylko to, że chłopiec
taki istniał i został zamordowany, reszta zaś - mitem
spreparowanym dla potrzeb ideologicznych. Pawlik nigdy nie należał
do organizacji pionierskiej, gdyż taka w ogóle za jego
życia w Gierasimowce nie istniała. Doniósł na
ojca nie ze względów ideowych, lecz prywatnych,
rodzinnych: namówiła go do tego matka, by zemścić
się na mężu, który ją porzucił.
Ojciec Pawlika nie był kułakiem ani nawet wrogiem władzy
radzieckiej, wprost przeciwnie - podczas wojny domowej walczył w
Armii Czerwonej i został dwukrotnie ranny.
Oficjalna wersja życiorysu Pawlika roiła się od
zafałszowań: nie był on Rosjaninem, ale Białorusinem
(lecz na bohatera narodowego wolno było kreować tylko
“starszego brata”, przedstawiciela narodu nr 1), jego
pradziad był więziennym dozorcą, a dziad żandarmem.
Sam rzekomy pionier jawił się we wspomnieniach tych, którzy
go znali, jako nierozgarnięty, antypatyczny wyrostek. Drużnikow
odnalazł fotografię Pawlika Morozowa - widnieje na niej
chłopak o tępym wyrazie twarzy. Dopiero z czasem twarz ta
nabiera wyrazu uduchowienia, plecy prostują się, na piersi
pojawia się chusta pionierska. Realny Pawlik i bohater
wydawanych w milionowych nakładach książek,
podręczników szkolnych itd., stawiany dzieciom za wzór
patrioty pragnącego budować szczęśliwe jutro, nie
mają ze sobą, jak się okazało, nic wspólnego.
“Sprawa nr 374 o zabójstwo braci Morozowów”
była pierwszym pokazowym, inscenizowanym procesem epoki
stalinowskiej. Pomogła oskarżyć tych wszystkich, od
których władze chciały oczyścić wieś.
Stanowiła zapewne próbę przed inną, jeszcze
większą prowokacją - zamordowaniem Siergieja Kirowa.
Pisarz wysunął własną hipotezę
- ponieważ zabójcą braci Morozowów nie mógł
być ich ponad 80-letni dziadek, niewykluczone, że popełnił
tę zbrodnię miejscowy czekista Kartaszew na rozkaz władz,
być może nie bez inspiracji samego Józefa Stalina.
Spośród pięćdziesięciu trzech głównych
uczestników wydarzeń związanych z zabójstwem
dzieci i powstaniem legendy o Pawliku Morozowie, dziewiętnastu
zabito, dwóch najprawdopodobniej otruto, dwudziestu jeden
aresztowano na podstawie donosów politycznych, trzech
zachorowało psychicznie. Nie przeprowadzono żadnego
śledztwa, a głównymi dowodami winy oskarżonych
stały się cytaty z przemówień Stalina i
Mołotowa o nasilaniu się walki klasowej.
Pawlik Morozow urósł do rangi symbolu - dzięki niemu
zaczęła obowiązywać w ZSRR nowa moralność,
w myśl której donosicielstwo i zdrada są przejawem
cnoty. Zamordowane dzieci - Pawlik i jego brat - również
były ofiarami systemu. By zrealizować swoje cele, władze
sięgały do wszelkich metod, a demoralizacja małoletnich
była jedną spośród nich.
Władimir Swirski, cytowany już autor monografii o
Drużnikowie, przypuszcza, że niektóre wątki
Orwellowskiego Roku 1984 w pewien sposób wiążą
się z legendą Pawlika Morozowa. Według Orwella
donosicielstwo jest organicznym składnikiem systemu
totalitarnego w Oceanii.
“Kto cię zadenuncjował?” -
pyta uwięziony Winston Smith kolegę z celi. Ten zaś
odpowiada z dumą:
“Moja córeczka. (...) Podsłuchiwała
przez dziurkę od klucza. Jak usłyszała, zaraz
natychmiast pognała na policję. Ma dopiero siedem lat, a
patrz, jaka cwana! Wcale nie mam jej za złe tego, co zrobiła.
Jestem z niej dumny. Przynajmniej widać, że dobrze ją
wychowałem”.
Swirski wskazuje na szczególny zbieg okoliczności:
książka Orwella ukazała się w czerwcu 1949 roku,
czyli zaledwie kilka miesięcy po uroczystym odsłonięciu
pomnika Pawlika Morozowa w Moskwie (grudzień 1948).
Książkę Drużnikowa o Pawliku Morozowie już
pod koniec lat 80. spopularyzował w Rosji “Głos
Ameryki” i inne nielegalne radiostacje. Przeczytawszy ją,
Aleksander Sołżenicyn wyraził autorowi uznanie i
nazwał go poszukiwaczem prawdy. Mimo to jeszcze w latach 90.
sporo Rosjan broniło legendy “czerwonego pioniera”,
a wraz z nią takiej postawy etycznej, która w imię
doraźnych interesów rewolucyjnej zbiorowości odrzuca
wartości utrwalone w dekalogu. Drużnikow stał się
jednak obiektem niewybrednych ataków. Z czasem, po jego
publikacjach dotyczących mitologii puszkinowskiej, nasilą
się one jeszcze bardziej.
Opublikowana w latach 90., z początku w USA, a następnie w
Rosji, trylogia Drużnikowa o Puszkinie - Узник
России (część
pierwsza Изгнанник
самовольный,
część druga Досье
беглеца i część
trzecia Смерть изгоя)
- nie stanowi, jak by zdawać się mogło, ucieczki w
literacką, odległą od naszych czasów
przeszłość. I tym razem pisarz desakralizuje mity -
zwłaszcza legendę Puszkina jako świątyni
narodowej. Wielki poeta, przypomina czytelnikowi, był przez
ponad sto pięćdziesiąt lat wykorzystywany do
politycznych celów przez różnorakie elity władzy,
partie, grupy społeczne.
“W różnych czasach, a niekiedy
równocześnie, mówiono, że jest zwolennikiem
filozofii idealistycznej, indywidualistą, rosyjskim spadkobiercą
myśli Schellinga, epikurejczykiem, przedstawicielem
naturphilosophie, chrześcijaninem, wojującym ateistą,
masonem, optymistą lub pesymistą. W czasach radzieckich
nazywano go poetą szlacheckim, ziemiańskim, potem, gdy
poddano go czystce, stał się poetą-rewolucjonistą,
dekabrystą, wręcz materialistą, a nawet, zgodnie z
założeniami marksizmu-leninizmu, materialistą
historycznym”.
Puszkin stał się w ZSRR ikoną, mitem ideologicznym,
bazą propagandową do manipulowania masami. Puszkin-patriota
miał być symbolem sławy i chwały rosyjskiego
imperium, wielkości narodu rosyjskiego, jego przewagi
intelektualnej nad innymi narodami.
Zdawać by się mogło, powiada Drużnikow, że o
Puszkinie-poecie, prozaiku, krytyku, historyku, dziennikarzu,
wreszcie o Puszkinie-człowieku wiemy właściwie
wszystko. Zbadano jego poglądy na literaturę, filozofię,
politykę, religię, a nawet medycynę. Zarejestrowano,
ile razy i z jakiej odległości strzelał do swych
przeciwników na pojedynkach, jak długie miał
paznokcie, jakich zażywał lekarstw. Z dokładnością
do jednego rubla podliczono długi poety. Skatalogowano imiona
kobiet, które zaszczycił swoją uwagą. Wydano
tomy anegdot, których był bohaterem. Sporządzono
dokładne mapy jego podróży i kronikę życia
od narodzin aż do śmierci. Wykształcony Rosjanin zna
lepiej Puszkina niż siebie samego.
A jednak puszkinistyka ma wciąż luki, białe plamy,
niezbadane obszary. Jednym z nich jest los Puszkina trzymanego siłą
w kraju, pozbawionego możliwości wyjazdu za granicę,
zbieżny z losem generacji, do której należy
Drużnikow - to w jego czasach, w epoce Breżniewa, pojawiły
się słowa невыездной
i невозвращенец.
Puszkin przyciąga uwagę pisarza jako więzień
Rosji, emigrant wewnętrzny, bezskutecznie usiłujący
wyjechać z ojczyzny i udać się na Zachód lub na
Wschód. Pisarz niejako uwspółcześnia
Puszkina, łączy go z plejadą pasierbów Rosji,
takich jak on sam emigrantów.
Część pierwsza kroniki powieściowej Узник
России, czyli Изгнанник
самовольный
przedstawia krąg problemów związanych z usiłowaniem
Puszkina, by wydostać się z kraju w latach 1817-1824 - a
zatem od ukończenia liceum do zsyłki w Michajłowskoje.
Jej kontynuacją jest Досье
беглеца ukazujące
starania poety o zezwolenie władz na wyjazd zagraniczny w
okresie 1824-1829. Gdy się te plany nie powiodły, Puszkin
zamierzał uciec z Michajłowskoje w przebraniu służącego.
Z czasem chciał opuścić Moskwę i Petersburg, a
podczas podróży na Kaukaz marzył o przedostaniu się
do Turcji. Kronika trzecia, a zarazem ostatnia, Смерть
изгоя, rysuje ostatnie lata życia
poety. W rozdziale finalnym Из России
после Пушкина
krótko szkicuje Drużnikow ciąg dalszy problemu,
przypominając całą galerię Rosjan, którzy
uciekali z Rosji w pogoni za wolnością lub podejmowali w
swych utworach (jak np. Iwan Gonczarow, Iwan Turgieniew, Fiodor
Dostojewski, Antoni Czechow) temat ucieczki z kraju.
Trylogia, nazwana przez autora “powieścią
analityczną”, reprezentuje gatunek określany na
Zachodzie mianem biografii psychologicznej. Oparta na materiałach
archiwalnych, wspomnieniach współczesnych i twórczości
poety, jest literacką propozycją nowego portretu Puszkina -
geniusza tragicznego, a zarazem radosnego, lekkomyślnego, z
mnóstwem wad i słabości, tym bardziej godnego
uznania, że tworzył w izolacji od kultury europejskiej,
którą zawsze podziwiał i z której wiele
czerpał.
Drużnikow jest tutaj - podobnie jak w książce
o Pawliku Morozowie - literackim detektywem. Prowadzi śledztwo,
wyjaśnia sprzeczności, zestawia fakty, wydarzenia i opinie,
tworząc własne, może i nie do końca
prawdopodobne, lecz oryginalne hipotezy. Zastrzega się, że
w swych kronikach puszkinowskich posłużył się
domysłem, wyobraźnią, czyli tym, z czego nie wolno
korzystać przedstawicielom nauki “czystej” -
filologom bądź historykom. Jednak podstawą tych
domysłów są źródła historyczne bądź
wyniki badań wybitnych uczonych. Aparatura badawcza w postaci
przypisów i komentarzy do Więźnia Rosji
świadczy o nie lada erudycji. Równocześnie jednak
Drużnikow eksponuje w biografii Puszkina “powieściowe”,
dramatyczne lub melodramatyczne wątki.
Oto np. znany wszystkim epizod z życia poety
- wędrówka z taborem cygańskim, opisana trzy lata po
tym fakcie w poemacie Cyganie. Drużnikow przypomina, że
pewien działacz partyjny z Kiszyniowa, B.A. Trubeckoj,
zgromadziwszy lokalne opowieści przekazywane z pokolenia na
pokolenie, opublikował książkę, w której
dowodził, że Puszkin spędził z cygańskim
taborem około miesiąca i miał romans z Cyganką
imieniem Zemfira. Gdy Cyganie wyruszyli w drogę, poeta udał
się wraz z nimi. Drużnikow przypomina, że za czasów
Puszkina Cyganie bez trudu przekraczali granice państwowe; toteż
ludzie, którzy chcieli wydostać się z Rosji lub
wjechać na jej teren nielegalnie, korzystali czasem z ich
pomocy. Dlaczego poeta tego nie zrobił? Drużnikow
przypuszcza, że nie tyle Puszkin, ile ów tabor
zrezygnował z przekroczenia rosyjskiej granicy: toczyła się
wówczas wojna Turków z Grekami, za granicami Rosji było
niebezpiecznie.
Jeszcze inny epizod: już w trakcie zesłania
do Michajłowskoje Puszkin próbował namówić
Aleksieja Wulfa, syna mieszkającej w pobliżu szlachcianki,
by ten zabrał go ze sobą jako lokaja w podróż
zagraniczną. Lokaje - pańszczyźniani chłopi - nie
mieli paszportów, właściciele wpisywali ich do
własnych dokumentów. Stąd szaleńczy pomysł,
z którego jednak dwaj młodzieńcy rychło
zrezygnowali.
Puszkin wiele razy próbował opuścić
Rosję - legalnie i nielegalnie. W jego utworach częste są
marzenia o dalekich podróżach, wyjeździe z Rosji,
ucieczce. Nawet fragment Borysa Godunowa - scena na granicy
litewskiej w karczmie, kiedy to Grigorij Otrepiew chce oszukać
ścigających go żołnierzy i czyta im swój
rzekomy rysopis - jest, według Drużnikowa, wyrazem tych
pragnień i obaw. By wyjechać z kraju, Puszkin symulował
chorobę, wymagającą operacji, gdy się jednak
okazało, że nie dostanie zezwolenia, zapomniał o
rzekomych dolegliwościach. W jakiś czas później,
bez zgody szefa III Oddziału hrabiego Benckendorfa, udał
się na Kaukaz; tam rozpatrywał możliwość
ucieczki do Turcji.
“Poeta
z samej swej natury jest uciekinierem. A jeśli nie ma od kogo i
dokąd uciekać, to ucieka przed samym sobą. Puszkin
miał przed kim uciekać i miał dokąd. Było mu
w Rosji ciasno i duszno. Słońce poezji rosyjskiej wzeszło
na Wschodzie i chciało siąść na Zachodzie. Lecz
nie było mu to sądzone” .
- konkluduje autor kroniki Досье
беглеца.
Z kręgu
puszkinowskich mitów Drużnikow wybiera też mit
szczególnie interesujący Polaków - twierdzi
mianowicie, że pisząc wiersze Oszczercom Rosji i Rocznica
Borodina, Puszkin “porządnie zaszargał swoją
reputację” jako apologeta rusyfikacji i “Rosji -
Trzeciego Rzymu”. Interpretacja ta jest niewygodna dla
rosyjskich badaczy twórczości Puszkina,
usprawiedliwiających poetę – ostrą polemikę
z nimi zamieścił Drużnikow w kolejnym tomie swych
esejów Дуэль с
пушкинистами
(Moskwa 2002).
Drużnikow wykazuje także bezpodstawność innych
mitów - np. legendy o Arinie Rodionownie, jakoby muzie poety,
jego nauczycielki folkloru, uosobienia mądrości ludowej. W
rzeczywistości ta poczciwa, niepiśmienna kobiecina lubiła
zaglądać do kieliszka, degustowała z poetą
samogon i nalewki, a na noc sprowadzała mu, gdy sobie tego
zażyczył, wiejskie ślicznotki. Zupełnie inaczej
niż w tradycyjnym puszkinoznawstwie interpretuje Drużnikow
takie zagadnienia jak Puszkin i dekabryści, Puszkin i
car Mikołaj I, Puszkin i szef tajnej policji hrabia
Benckendorf. Postać wielkiego romantyka jest tu wyjątkowo
daleka od stereotypów radzieckiego patriotyzmu. Drużnikow
twierdzi wręcz, że poeta zastanawiał się nawet
nad złożoną mu propozycją współpracy
agenturalnej z III Oddziałem Tajnej Kancelarii, czyli policją
śledczą.
Podobnie jak nieco wcześniej Andriej
Siniawski, Drużnikow portretuje Puszkina z sympatią, lecz
nie na klęczkach. Pisze o poecie w tonacji niekiedy żartobliwej,
subiektywnej, wyzbytej akademickiej powagi. Dostrzega jego
zwyczajność, wady, cechy, które dziś wydają
się śmieszne, wręcz konformizm. Gdy Siniawski wydał
swe Прогулки
с Пушкиным
w Londynie - był rok 1975 - zaatakowały
go za szarganie narodowego sacrum największe emigracyjne
autorytety, zarówno literackie (Aleksander Sołżenicyn),
jak i krytyczne (m.in. Roman Gul, Jurij Iwask, Gleb Struwe). Piszący
o Puszkinie dwadzieścia lat później Drużnikow
spotka się z równie gwałtowną erupcją
gniewu. Zarówno krytycy liberalni, jak narodowi zarzucają
mu nienawiść do Rosji, mizantropię, filisterstwo i
mnóstwo innych grzechów.
Kroniki Drużnikowa o Puszkinie, pełne paradoksalnych
niekiedy spostrzeżeń, rzucają nowe światło
na życie i twórczość poety, nadając jego
biografii walor uniwersalny poprzez ukazanie zmagań z władzą
i nieurzeczywistnionych marzeń o wolności.
Trzy eseje o tematyce puszkinowskiej weszły
również do tomu Rosyjskie mity. Pierwszy z nich –
Puszkin, Stalin i inni poeci – to analiza źródeł
kultu Puszkina w ZSRR. Puszkin - oświadcza Drużnikow - był
traktowany przez bolszewików instrumentalnie, jako narzędzie
rusyfikowania podbitych narodów. Wraz z pisarzami epoki
radzieckiej miał być “inżynierem dusz”,
symbolem rosyjskiego narodowego ducha, uosobieniem radzieckiego
patriotyzmu. “Kult Puszkina jest teraz częścią
kultu Stalina”. Ilustrują tę sytuację nawet
anegdoty, jak choćby ta z końca lat 40., o tym, że w
150-lecie urodzin wieszcza pierwszą nagrodę za najlepszy
projekt jego pomnika przyznano autorowi monumentu Stalin czyta
dzieła Stalina. Podobnych anegdot o Puszkinie i Stalinie
autor Rosyjskich mitów cytuje znacznie więcej.
Twierdzi wszakże, iż nawet w epoce wyzwalania się ze
złudzeń, czyli w dekadzie lat 90., gdy rodziła się
rosyjska demokracja, “chyba nie dorośliśmy jeszcze do
prawdziwego Puszkina”.
W eseju 113 miłość poety Drużnikow
polemizuje z wyobrażeniami o Natalii Gonczarowej; żona
Puszkina, przedstawiana jest zazwyczaj jako strażniczka domowego
ogniska, troskliwa matka, anioł stróż poety. Według
Drużnikowa mitem jest twierdzenie, że Puszkin był
szczęśliwym mężem i ojcem, a romans Natalii
Nikołajewny z carem Mikołajem nie był bynajmniej
platoniczny.
Z kolei w eseju Z Puszkinem na przyjacielskiej
stopie autor utrzymuje, że to Nikołaj Gogol,
zakompleksiony prowincjusz, stworzył legendę o swej
zażyłości z Puszkinem; w rzeczywistości autor
Eugeniusza Oniegina nie zwracał na niego uwagi. Dopiero
po śmierci Puszkina Gogol oznajmił, że poeta czytał
jego utwory, a nawet podsunął mu motyw Martwych dusz,
nikt wszakże ze współczesnych nie był tego
świadkiem. Drużnikow przypomina, że Władimir
Nabokow w swym eseju o Gogolu wyraził następujące
przypuszczenie: słowa ponoć wypowiedziane przez Puszkina po
przeczytaniu Martwych dusz - “Mój Boże, jaka
smutna jest nasza Rosja” - wymyślił zapewne sam
Gogol, znamy je bowiem tylko z jego relacji. Charakterystyczne jest,
że słowo “Boże”, obecne często w
utworach Gogola, nie występuje ani razu w Słowniku
języka Puszkina. Na tej podstawie Drużnikow wnioskuje:
“Znakomity prozaik Gogol sam, od samego
początku swej literackiej kariery pracował nad swoim
największym utworem - mitem o przyjaźni z najwybitniejszym
poetą Rosji. Umieścił go na pierwszym miejscu w swoim
życiorysie. Ten wspaniały twór Gogola stał się
ważnym szczeblem historii literatury; niestety, nie jest jednak
historyczną rzeczywistością”.
Odrzuca też autor Rosyjskich mitów mitologię
literacką czasów radzieckich. Esej Куприн
в дегте и в патоке
dotyczy ostatniego okresu życia autora Pojedynku, gdy w
roku 1937 wrócił schorowany z Francji do ZSRR, by wkrótce
umrzeć. W okresie tym, a także później
pojawiały się jego rzekome wypowiedzi o wdzięczności
wobec władz radzieckich, swoista ilustracja słynnych słów
Stalina, że “życie stało się lepsze,
weselsze”. Drużnikow utrzymuje, że Kuprin nie mógł
pisać propagandowych tekstów, brzmiących niekiedy
wręcz komicznie - były one zapewne dziełem
organizatorów operacji pod kryptonimem “Kuprin”,
bardzo dla ZSRR korzystnej.
Pięć lat po powrocie do Rosji
radzieckiej, wiosną 1943 roku, wdowa po Kuprinie Jelizawieta
powiesiła się z głodu, zimna i rozpaczy. On sam, gdy
umierał w roku 1938 w szpitalu leningradzkim i odzyskał na
krótko świadomość, zażądał, by
sprowadzono mu księdza. Nie wspomina o tym żadna z
radzieckich prac o Kuprinie. Kuprin zaś na rozkaz Stalina
(podobnie jak kilka lat wcześniej samobójca Majakowski)
został ogłoszony klasykiem. Jego spuścizna nie jest
jeszcze w pełni znana, w archiwach leżą niepublikowane
rękopisy. Drużnikow apeluje, by odsłonić prawdę,
skrywającą autentyczną postać Kuprina.
Esej Los Trifonowa jest wspomnieniem o pisarzu, który
wszedł do literatury powieścią Studenci,
otrzymawszy za nią w roku 1950 Nagrodę Stalinowską,
kończył zaś swą drogę twórczą
cyklem opowieści moskiewskich, rysujących kompromisy
inteligencji z sumieniem. Drużnikow wspomina Jurija Trifonowa
jako człowieka kompromisu, zawsze piszącego ostrożnie,
by uniknąć kłopotów. Jak twierdzi, Trifonow
należał do literackiej nomenklatury, a pod koniec lat 60.
cieszył się wśród inteligencji twórczej
opinią “Sołżenicyna na użytek krajowy”.
“Reprezentował dobrą literaturę
w umiarkowanej, lojalnej formie (...) Trifonowa akceptowała
góra. Pisał z talentem, ale zgrabnie omijał bolesne
sprawy, nurtujące społeczeństwo. Wypełniał w
literaturze pustkę powstałą po zaszczutych –
autorze Doktora Żywago, Grossmanie, Danielu, Siniawskim,
pisarzach publikujących się w samizdacie”.
Temu wyrazicielowi mentalności radzieckiej
klasy średniej obca była fantasmagoria i humor - w epoce,
gdy realne życie obfitowało w anegdoty, a liderzy radzieccy
stali się ich ośmieszonymi bohaterami.
Tymczasem światowa slawistyka - twierdzi
Drużnikow - wysoko ceni Trifonowa, choć twórczość
jego już zwietrzała, ponieważ zbyt wiele jest w niej
niedomówień, kompromisów, “cenzury
wewnętrznej”. W Odblasku ogniska Trifonow
wyidealizował swego ojca, ofiarę stalinowskich represji,
lecz również organizatora czerwonego terroru w latach
wojny domowej. Gdy w powieści historycznej Niecierpliwość
kreślił genezę terroru w Rosji, omijał
starannie wszystko, co mogłoby wskazywać na związek
Lenina z terrorystami. W wielu utworach powielał identyczne
wątki, unikał ryzykownych akcentów krytycznych. W
Domu nad rzeką Moskwą, pisząc o nagonce na tzw.
kosmopolitów, nie powiedział nawet setnej części
tego, na co już mógł sobie pozwolić. (Dodajmy,
iż Władimir Tiendriakow, który te same wydarzenia
zobrazował w noweli Polowanie, nie mógł nigdy
jej wydać - ukazała się dopiero po jego śmierci,
już na fali pieriestrojki). Drużnikow oskarża
Trifonowa o nacjonalizm: np. w powieści Stary wszyscy
pozytywni bohaterowie są Rosjanami, a nikczemnicy i mordercy -
reprezentantami innych narodowości. Nie sądzi, by Trifonow
tak widział świat, podejrzewa, że była to cena,
którą płacił za publikowanie swych utworów.
Popularność autora cyklu moskiewskiego w latach 80.
Drużnikow tłumaczy tym, że ładunek prawdy,
zawarty w jego ówczesnej twórczości, trafiał
do czytelnika-niedysydenta. Trifonow uprawiał wymuszony
konformizm, taktykę aluzji, niewypowiedzianej do końca
prawdy, operowania językiem ezopowym. Czytelnik omijał
kłamstwo, wybaczał je, zdając sobie sprawę, że
jest ono koniecznym balastem.
Drużnikow nie pomniejsza roli Trifonowa w literaturze - powtarza
z przekonaniem, że to wybitny, utalentowany pisarz. Niemniej był
on - sugeruje - człowiekiem kompromisu moralnego, łączył
prawdę z pół- i ćwierćprawdami- i właśnie
z tej racji pozostanie pisarzem epoki breżniewowskiego zastoju,
skazanym na zapomnienie. Ceną konformizmu stała się
utrata czytelników - już teraz Trifonowem interesują
się na ogół tylko historycy literatury.
Esej o Trifonowie przysporzył Drużnikowowi wielu wrogów.
Napaści na autora Rosyjskich mitów nasiliły
się, urażeni oskarżeniami pod adresem Trifonowa
poczuli się krytycy zarówno liberalni, jak narodowi.
U progu XXI wieku Jurij Drużnikow jawi się czytelnikom jako
demitologizator. Jedni widzą w nim poszukiwacza utraconej
prawdy, inni - jej falsyfikatora. Jego książki wpisują
się jednak wyraziście w główny nurt epoki
postradzieckiej, a mianowicie nurt desakralizacji, burzenia mitów
stworzonych przez państwo totalitarne w celu manipulowania
świadomością obywateli. Puszkinistyka była tylko
jednym spośród wielu obszarów tej manipulacji.
Zaaklimatyzowawszy się w Stanach Zjednoczonych, autor Rosyjskich
mitów stał się rosyjskojęzycznym pisarzem
amerykańskim. Nie każdemu się tu udaje - Wasilij
Aksionow uskarżał się w jednym z wywiadów, że
mimo wszystko amerykańskim pisarzem nie został, choć
miał taki zamiar: w tym celu powieść sensacyjną
Желток яйца
napisał po angielsku. Autora Rosyjskich mitów,
który zamieszkał w Kalifornii, w kraju Londona i
Steinbecka, wiążą trwale z Ameryką dwa tematy.
Pierwszy to poznawanie tego kraju i jego mieszkańców -
wyłania się on ze szkiców i reportaży
Drużnikowa, tych zwłaszcza, które opisują
amerykańskie środowisko naukowe i studenckie, uczelnie,
kampusy, oraz amerykańską mentalność i
obyczajowość, nierzadko dziwaczną dla eks-obywatela
ZSRR. Drugi - to opowieści o rosyjskich emigrantach w Ameryce;
Drużnikow podejmuje ten temat w swej prozie początku XXI
wieku - jak choćby w humorystycznej, a zarazem przygodowej
powieści Суперженщина
(Moskwa 2003), której bohaterką jest przeszło
90-letnia, lecz wciąż pełna życia i energii
poetka Srebrnego Wieku, wplątana w sensacyjne i uczuciowe
perypetie. Recenzent tej powieści porównał
kalifornijskiego pisarza z Siergiejem Dowłatowem - mają
obaj dowcip i lekkie pióro, łączy ich “muzyka
mowy rosyjskiej”, a także traktowany żartobliwie
temat emigracji.
Proza Drużnikowa poświęcona Rosji doby sowieckiej (np.
wspomnieniowy cykl nowelistyczny Wiza do przedwczoraj) różni
się skrajnie od jego utworów o Ameryce i Amerykanach.
Nowele i powieści o tematyce rosyjskiej, nawiązujące
do przeszłości sowieckiej, przesycone są tragizmem;
ich bohaterowie przeważnie zmarnowali swe życie. I na
odwrót - w prozie o tematyce amerykańskiej dominuje
nastrój pogodny, radosny, często żartobliwy. Widać,
że pisarz czuje się wolny, tak jakby chciał zapomnieć
o niewesołych doświadczeniach z Rosji. Nieco inaczej jest w
publicystyce - Drużnikow uskarża się coraz częściej
na amerykańskie obyczaje (zwłaszcza ową słynną
“poprawność polityczną”), nie pozwala
sobie natomiast nigdy na ostrą krytykę nowej ojczyzny.
“By pisać prozę, potrzebna jest
wiedza i doświadczenie. Ja mam trzy takie doświadczenia:
radzieckie, antyradzieckie i amerykańskie - i wszystkie niemal
harmonijnie ze sobą współistnieją. Ale
przychodzi czwarty etap ponownego niezadowolenia, genetycznego
dysydenctwa, przejawiającego się w analizie Ameryki i
świata zachodniego, uprawianiu satyry i groteski - teraz na
materiale emigracyjnym i amerykańskim”.
- komentuje u progu XXI wieku Jurij Drużnikow sytuację nie
tylko własną, ale również innych pisarzy
emigrantów.
Warszawa, 2004
|